piątek, 21 lutego 2014

Rozdział IV część 2

Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam ciężki tydzień. ;D

Doryda chyba już przyzwyczaiła się do obecności gadatliwego towarzystwa, a przynajmniej tak się Hadenowi zdawało, bo zauważył, że często (jak na nią) bierze udział w rozmowie.
Było poniedziałkowe przedpołudnie, ale nie mieli lekcji. Z jakichś niewyjaśnionych powodów zostały odwołane. Dlatego wszyscy siedzieli w stołówce, śpiąc na blatach, a inni rozmawiając.
Przyjaciele także zajęli jeden ze stolików, a właściwie dwa złączone bo przy jednym trudno byłoby im się zmieścić. Czekali na Adama, który właśnie wrócił z powierzchni i miał im pomóc. Oczywiście wszyscy inni już byli, brakowało tylko Fausta, który wpadł dwadzieścia minut później, jak zwykle spóźniony. Zawsze Karina się spóźniała, ale odkąd dwa dni temu się określiła zdążała wszędzie na czas.
Wielki wpływ na to miała jej wilcza natura, której nadal nie umiała opanować. Przemiany odbywały się poza jej kontrolą, praktycznie o dowolnej porze dnia i nocy. Co prawda nie traciła w jakiś sposób swojego ubrania, tak jak inni zmiennokształtni przy przemianach, ale i tak musiała zmienić styl ubierania się na swobodniejszy. Tak więc buty na koturnach, barwne, obcisłe spodnie oraz dopasowane bluzki zamieniła na markowe adidasy, czarny dres i brązowy T-shirt lub bokserkę. Zmieniła także fryzurę. Jej dotychczasowa nie nadawała się do obecnego trybu dnia. Wyprostowane, idealnie proste włosy zamieniła na artystyczną (bo taka była oficjalna nazwa) szopę lekko kręconych włosów, które sterczały jej na wszystkie strony, okalając twarz i zakrywając grzywką prawie połowę twarzy. Miała cienie pod oczami, bo często w nocy wilk tkwiący w niej nie dawał dziewczynie spać.
Angela wcale nie wyglądała lepiej. Była przecież wampirem. O ile jej wilkołaczej przyjaciółce wystarczało do przeżycia mięso, tak ona musiała się żywić krwią, a nie miała skąd jej wsiąść. Burczało jej w brzuchu przez cały czas, ale myśl o polowaniu na innych ludzi nie przyszła jej do głowy bo się tego brzydziła. W Patrii żyły inne wampiry, ale ona były zarejestrowane jako określone i Ciudad Vieja dawał im krew specjalnie hodowanych do tego zwierząt tak zwanych darków. Ciężko było określić czym są bo wyglądały jak czerwone krowy, ale były wielkości ciut przerośniętego koguta. W każdym razie były nietypowym gatunkiem, bo jeden darek miał w sobie aż pięć litrów krwi, składem zbliżonej bardzo do ludzkiej. Ale Angela nie mogła z tego skorzystać, przynajmniej dopóki nie opanuje swojego instynktu. Kolejnym jej problem były kły, których ni jak nie mogła schować. Starała się mówić nie rozchylając za bardzo buzi, ale mówiła wtedy bardzo niewyraźnie i cicho.
Tak więc po kilku minutach przyszedł Faust. usiadł przy stole z właściwym sobie rozmachem, Haden już się nauczył, że trzeba podnieść w tym momencie kubek, ale Doryda jeszcze nie i pół jego zawartości zalało jej spodnie. Nieźle się zdenerwowała, jednak nic nie powiedziała, próbując zetrzeć herbatę z dżinsów. Po jakimś czasie stwierdziła, iż to nic i tak nie daje więc po prostu je wypierze, anie będzie się teraz męczyć.
- Czemu się spóźniłeś? - zapytała zamiast tego, dostrzegając, że chłopak jest nieźle zasapany.
Spojrzał na nią z lękiem, głośno oddychając, ale powiedział tylko, że coś go zatrzymało i nie chce o tym mówić. Nikt nie naciskał, aby Faust coś powiedział bo w tym momencie nadszedł Adam Strumiński i z gracją usiadł między swoją siostrą, a Cornelią.
- Dobrze, że mnie o tym powiadomiliście. - zaczął bez żadnego wstępu. - Nadal uważam, że powinnyście się oddac dobrowolnie, ale rozumiem waszą decyzję i wam pomogę. - oswiadczył.
Wszyscy odetchnęli z ulgą. Chodziło o to, iż Karina i Angela nie umieją się kontrolować - to przychodzi z czasem, a przynajmniej zazwyczaj. Niestety, prawo formułowało jasno takie przypadki. Niebezpieczne gatunki, które nie umieją się kontrolować, dla dobra społeczeństwa powinny być przetrzymywane w odosobnieniu aż się nauczą panować nad swoją drugą naturą. Do nich na pewno należały dziewczyny. kiedy straciłyby panowanie nad sobą na pewno nie skończyło by się to dobrze, a w najlepszym wypadku powtórzyłaby się sytuacja z soboty.
Zakład Kontroli bo tak się nazywał ośrodek był bardzo nowoczesny, ale przez większość czasu można było się tam czuć jak w więzieniu. Dziewczyny rozumiały, ze to po to by nikogo ni skrzywdzić, lecz nie chciały tam iść. Sytuacji nie poprawiała niedawno nabyta klaustrofobia.
Adam to rozumiał, sam to przechodził. Jego zdolności myślopisarza niekontrolowane były bardzo niebezpieczne, a w połączeniu z lewitacją to już w ogóle. Przez niego cegły spadały ludziom na głowy, światło i sygnalizacja na ulicach przestawały działać i wiele innych rze4czy. Dlatego został; sprowadzony do Zakładu Kontroli, co dziwne nie miał on hiszpańskiej nazwy. Bądź co bądź Adam wspomina ten czas jako najgorsze dwa tygodnie w swoim życiu i nie dziwi się, że przyjaciółki jego siostry nie chcą tam iść.
- Dzięki, braciszku! - Sawa rzuciła mu się na szyję.
- Nie ma za co. - odparł. - Musicie, jednak bardzo uważać, rozumiecie?
- Tak. - odparł wampir i wilkolak w tym samym momencie.
Następne Adam zwrócił się do Angeli:
- Będę ci dostarczał krew.
Dziewczyna się strasznie ucieszyła, a on wytłumaczył jej gdzie będzie skrytka, do której codziennie będzie kład butelki. Wytłumaczył także jak przechowywać krew by nie skrzepła, a następnie powiedział, że musi się spieszyć i wstał od stołu.
- Musisz już iść? - jęknęła Sawa. 
- Muszę, mamy mały problem z siecią i komunikacją w związku z tym sobotnim atakiem, ale jakby się cos działo to natychmiast dzwońcie. Na pewno odbiorę. - po tych słowach wyszedł ze stołówki.

Przy stole powrócono do zwykłych tematów. Sawa żaliła się, że minęły dwa dni od zerwania z Hubertem i nie ma nikogo nowego. Spytana dlaczego się rozstali, stwierdziła, iż Hubert ma strasznie kruchą psychikę. Wszyscy zgodnie jej przez kilka minut współczuli, a potem rozeszli się w swoje strony. Karna poszła do parku, Sawa do solarium, Doryda polatać, a Cornelia z Hadenem popracować na d jakimiś miksturkami. Przy stole został tylko Faust i Angela. 
- Dlaczego nie idziesz? - spytała dziewczyna.
Chłopak sie przez chwile wahał, ale w końcu mruknął:
- Spójrz przez okno. - rozkazał.
Angela wykonała polecenie i spojrzała przez to najbliższe. Na trawniku stały dwie dziewczyny. Wyglądały jak chodzące lalki z toną makijażu na twarzy. Przez cały cas patrzyły się na dwójkę przyjaciół.
- Hmm... Ładne. -stwierdziła. - Kto to?
- A ja wiem? - Faust zakrył z frustracji twarz dłońmi. - Jest coraz gorzej! - wyrzucił z siebie.
- Nie rozumiem do końca. - przyznała wampirzyca.
- A co tu jest do rozumienia? Jestem singlem! Nie mam dziewczyny! Dlatego te laski ciągle się za mną włóczą. Próbowałem im dzisiaj zwiać, ale to nic nie daje, tylko się męczę. Gdziekolwiek nie pójdę tam mnie znajdą!
-Tacy prześladowcy w spódniczkach, co? - zażartowała Angela.
- To w cale nie jest śmieszne. - obraził się chłopak, ale się później roześmiał.
- Co zamierzasz zrobić?
- Szczerze nie mam pojęcia. - potrząsnąl z rezygnacją czerwoną grzywą. - Musiałbym znaleźć dziewczyne.
- A kto tak powiedział? - Angela wstała od stołu.
- Niby jak inaczej mam się ich pozbyć. - też wstał.
- Znajdź kogoś, kto się nudzi i poudawajcie szczęśliwą parkę.
- Czy jam mam to jakoś zrozumieć?
- Tak, skończyła mi się kasa, a chcę iść na taki jeden horror do kina.
- Więc chodźmy "skarbie". - zachichotał Faust, wyciągając do Angeli dłoń, a gdy ona chwyciła go za rękę, dodał: Wiesz, że one pójdą za nami?
- Wiem, będzie zabawne.

Koniec. Przepraszam kochane przyjaciółki z klasy, ale trochę się rozciągnęła ta część i nie zmieściła się Hadelia. ;P Obiecuję, że będzie w następnym poście.
Proszę o komentowanie, jeśli to czytacie, bo nawet jeden wyraz lub jakikolwiek inny sposób, którym dacie mi znać, że Wam się to podoba bardzo motywuje mnie do działania.
Wiem. że nie ma za dużej akcji, ale zacznie się ona rozwijać od następnej części.

A tutaj macie efekt nudnych lekcji w szkole:


Nie jest to jakaś konkretna postać, a imiona w okół niej to imiona bohaterek z mojego opowiadania, które piszę dla moich przyjaciółek i tego bloga.  Nie jestem wielką artystką, ale rysowanie to dobry sposób na nudę. ;P

Wszystkiego najlepszego! Niech nie męczą Was nauczyciele. Dużo wolnego czasu. Do zobaczenia niedługo.

12 komentarzy:

  1. Przepraszam za błędy. Poprawię je w najbliższym czasie. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. That sweet!
    Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nom. Ja to rysuje tak tylko w okresie weny i to dużej więc... Umnie to rzadkość czego nie można powiedzieć o pisaniu blogów a co dopiero ich czytaniu :-D

      Usuń
  4. Świetnie jak zawsze :)
    Rysunki na polskim zawsze spoko XD
    Zapraszam: http://obywatel-nina-by-kapitan-dolphin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zarezerwowaną całą niezapisaną stronę dla Ciebie. ;P Mam nadzieję, że Spiderek się kurczowo trzyma. ;D

      Usuń
  5. Teraz się zorientowałam, że nie skomentowałam nowego rozdziału ;c
    Przepraszam :D
    Przejdę do oceny xD Ba, w końcu jestem krytykiem xDD
    No więc: rozdział baaardzooo mi się podoba, nie mogę doczekać sięFausta z Angelą >.<
    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie tu Cię zaskoczę - sprawa z Faustem i Angelą będzie trochę bardziej skomplikowana. ;P

      Usuń
  6. Rozdział wspaniały! Współczuje Angeli i Karinie, że nie umieją się kontrolować. Musi im być bardzo ciężko :( Ciekawa jestem pójścia naszej wampirzycy z Faustem do kina. Hihi. Zapowiada się niezła zabawa xD Biedak Faust. Dziewczyny się w nim uganiają i nie dają mu spokoju. Do tego jeszcze takie tapeciary! :D
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  7. Rysunek całkiem spoko ;D
    Czyżby użył schaumy do włosów? :P

    OdpowiedzUsuń

Witajcie wszyscy Kochani Nawiedzający. Miałabym małą prośbę: jeżeli czytacie, to napiszcie krótki komentarz; zostawcie mały ślad swojej bytności na moim blogu. Wszystkie komentarze dają mi ogromną motywację i zachętę do dalszego czytania. Za wszystkie także bardzo gorąco dziękuję.
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum.