sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział specjalny: Wielkanoc 2015

Witajcie! Zdecydowałam się na napisanie takiego rozdzialiku specjalnego o tym jak to nasi bohaterowie przygotowują się na Wielkanoc. Akcja dzieje się w Patrii, więc nie ma tu niestety Dymitra, Ichiro i Hrabiego, lecz mam nadzieję, że wam się spodoba.

Karina błagała Cornelię:
- Wyczaruj kurczaczki!
- Po co?
- Bo kurczaczki muszą być. Jak to? Święta bez kurczaczków!? No, wyczaruj kurczaczki!
- Nie chcę mi się. - Cornelia nie wykazywała najmniejszego zainteresowania sprawą.
- No, ale... Ale one są takie milusie i mięciusie i... i... żółciutkie i śmieszne.
- I robią kupy. - stwierdziła dobitnie Angela siedząca przy stole i pisząca kartki.
- O właśnie. - pochwyciła pomysł czarownica. - Potem będziesz musiała tłumaczyć się Sawie dlaczego chodząc po pokoju wdeptuje w jakieś kuleczki, które śmierdzą.
- Co śmierdzi? - spytał się Haden, który właśnie wszedł frontowymi drzwiami do bolsy.
- Kurczaczki nie śmierdzą! - Karina nie dawała za wygraną. - Haden nakłoń Cornelię aby wyczarowała kurczaczki. O albo lepiej! Ty wyczaruj kurczaczki!
- Ja? - zdziwił się chłopak. - Ja nie umiem. Nie da się od tak z niczego stworzyć żywego organizmu. To jest niewykonalne.
- Tak, to prawda. - przytaknęła pospiesznie Cornelia.
- Lecz, kochanie, tobie to się może udać. - dodał chłopak, ku wielkiemu niezadowoleniu jego dziewczyny. - Twoim żywiołem jest świat duchowy Możesz stworzyć z kości najpewniej jakieś kurczaki. Pytanie tylko: czy będą żywe? Pewno nie.
- Nie szkodzi! - ucieszyła się Karina. - Takie będą lepsze, bo nie robią kup i Sawa nie będzie narzekać. Koral! Wyczaruj wypchane kurczaczki!

- Wziąć te z wolnego wybiegu czy zwykle? - zapytał Faust.
- A co za różnica. I tak ich nie będziemy jeść. - odparła Doryda, która stała obok i wybierała bazie.
- Dlaczego to właśnie akurat ty musisz mi pomagać wybierać jajka?
- Nie marudź tylko się decyduj. Nie ma  zamiaru stać tu cały dzień.
Chłopak westchnął, lecz wziął trzydzieści z wolnego wybiegu, czyli trzy pakowania. Może jakość skorupki ma jakieś znaczenie? Jeśli tak, to na wszelki wypadek lepiej wziąć te lepsze. Podszedł do kasy i zapłacił za jajka oraz te wiechcie, co wybrała harpia i nazwała je baziami. Przecież nie będzie się z nią kłócił, czy to są bazie kotki czy nie. Niech się martwi o to Angela kiedy już przyjdą. Wyszli ze sklepu na zatłoczony Mercado del Instituto. Z tego rynku nie mieli strasznie daleko do bolsy trzynastej. Cztery ulice to nie tak dużo, ale gdy pada śnieg każda droga wydaje się sto razy dłuższa.
- Komu się zachciało takiej pogody na święta? - wkurzał się Faust.
- Ministrowi Pogody.
- Doryda, to było pytanie retoryczne. Chodzi mi o to, że mamy początek kwietnia, a tym ludkom z rządu zachciewa się zamieci śnieżnej!
Faktycznie tak było. O tym jaka pogoda utrzymywała się w Patrii decydował Minister Pogody. Czy świeciło słońce czy padał deszcz - wszystko zależało od jego kaprysu, a teraz wymyślił śnieg na Święta Wielkanocne, a nie na Boże Narodzenie. Śnieżyca rozszalała się porządnie, kiedy szli zgięci w pół pod naporem wiatru i śniegu do domku czterech przyjaciółek, a gdy stanęli w progu wyglądali jak dwa bałwanki.
- Tak mocno sypie? - spytał się brata Haden.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - sapnął chłopak wchodząc do pomieszczenia. - Jak tak z godzinę popada to będziemy mogli bez problemu lepić bałwany ze śniegu. Nie, wróć - zające.
Faust przeszedł przez korytarz, po drodze zdejmując kurtkę i szal i zatrzymał się zszokowany w drzwiach do salonu. Na stole, gdzie zazwyczaj leżała sterta magazynów i ładowarek, teraz stała wielka makieta pokryta sztuczną trawą, a na niej wśród gałązek na dwóch podpórkach było pełno żółtych kulek piór z dwoma czarnymi koralikami na każdej.
- Co to jest? - spytał przerażony.
- To są wypchane kurczaczki! - krzyknęła Karina z drugiego końca pokoju. - Prawda, że są milusie i mięciusie?.
- Aaa... to są kurczaki... Czyli to czarne coś to oczy. - chłopak niepewnie pogłaskał jednego. - Mięciusie są, ale czy milusie, to ja już taki pewien nie jestem. Lecz dobrze są zrobione. W środku mają jakiś stelaż czy podpórkę?
- Kości. - odrzekła Cornelia, pokazując chłopakowi, na przykładzie jednego egzemplarza, co ma w środku.
- Ale oryginalne i dokładne, muszę przyznać. - powiedział dotykając jednej. - A z czego są zrobione? Na gips mi to nie wygląda. Może jakieś tworzywo sztuczne?
W tym momencie Angela przerwała na chwilę pisanie kartek i powiedziała:
- Fauście, to są prawdziwe kości. Prawdziwe.
- Ach tak... Ojej... - chłopak zbladł i odsunął się od makiety, jak najszybciej zabierając rękę. - W sumie to było do przewidzenia. - stwierdził patrząc na Angelę. - A tak w ogóle to co ty tam piszesz?
- Kartki do rodziny. - odpowiedziała wampirzyca.
- To lepiej sobie to odpuść. W takiej zamieci nikt z poczty nie pofatyguje się żeby wyciągnąć je ze skrzynki i wysłać na powierzchnię.
- Może masz rację...
W tym momencie drzwi frontowe otwarły się na oścież. Do korytarza wpadła masa śniegu i  do bolsy wszedł kolejny bałwanek, który przemówił głosem Sawy:
- Do stu fal morskich, co za pogoda! Ministrowi chyba pomyliły się święta. - narzekała.
- Też tak uważam. - potwierdził Faust.
W tym momencie syrena zobaczyła makietę stojącą w salonie.
- A to co?
- Wypchane kurczaczki! - wykrzyknęła radośnie Karina.
- One są naprawdę wypchane i maja prawdziwe kości, więc lepiej ich nie dotykaj... - dodał Haden.
- I nie robią kupy! - dodała jeszcze wilkołaczka.
Syrena wzdrygnęła się i jeszcze chciała coś powiedzieć, jednak Angela stwierdziła, że już pora malować wydmuszki.
- Macie jajka i bazie? - spytała Fausta i Dorydę.
- Mamy. - odpowiedziała oszczędnie harpia.
- Aż trzydzieści jajek. - dodał chłopak z dumą ukazując zdobycz w siatce.
- To do roboty!
I w tej chwili zaczęły się kłopoty.
- Ej, ale one nie są puste w środku...
- Sawa to trzeba zrobić tak. - Cornelia pochyliła się nad zlewem zrobiwszy przedtem dwie dziurki w skorupce po obu stronach jajka.  przytknęła usta do jednej z nich i wdmuchnęła powietrze. Po chwili pokazała, że skorupka jest pusta w środku.
Od razu Karina poszła w w jej ślady. Zrobiła dwie dziurki w następnym i przyłożyła do jednej usta, lecz prawie natychmiast się skrzywiła.
- Fuj! To jest ohydne.
- Karna, - Haden schował twarz w dłoniach bo nie mógł powstrzymać chichotu. - tego się nie je, nie wciąga, to się wydmuchuje. Od tego jest nazwa wy - dmu - szka.
- Aaa.
Potem nie było już tak trudno. Nie było sposobu aby podzielić trzydzieści jajek między siedem osób, więc ustalono, że każdy zrobi po cztery wydmuszki, a dwa jajka będą na wypadek, jakby jakaś skorupka się potłukła.
Wszyscy usiedli przy stole w kuchni i zaczęli malować swoje jajka kolorowymi farbami. Lecz, jak wiadomo każdy ma inny gust. Wydmuszki Angeli były utrzymane w kolorystyce czarno-białej z dużą ilością czerwonego i w sumie innych kolorów na nich nie było. Sawowe zamiłowanie do morza objawiło się tym, że na każdej wydmuszce syreny pojawiło się coś związanego z wodą: a to jakieś kropelki, jakiś strumyczek lub po prostu były pomalowane na niebiesko. Oczywiście na każdej pisance Kariny pojawiły się kurczaczki, bo jakby inaczej. Cornelia z Hadenem razem malowali swoje jajka; jedno z nich trzymało, a drugie malowało i tak na zmianę. Cały czas coś do siebie szeptali i się śmiali, a Sawa nie mogła się powstrzymać od komentarza, ażeby przenieśli się w jakieś ustronniejsze miejsce. Doryda nie miała większego talentu plastycznego, więc po prostu pokryła swoje pisanki bordowymi kleksami, a gdy Faust zapytał się co przedstawiają, powiedziała, że burzę. Jednak to właśnie Faust zrobił najpiękniejsze wydmuszki. Pokrył je misternymi wzorami z jak największą dokładnością i szczegółami. Wszyscy przyjaciele zgodzili się, że jego są najpiękniejsze.
Następnie wszyscy podoczepiali do wydmuszek wstążeczki i powiesili na gałązkach bazi, które Angela włożyła do wielkiego wazonu.
 
Kolejnego dnia przyjaciele, w towarzystwie  wypchanych kurczaków i dwóch bałwanów za oknem (z których jeden dziwnym trafem przypominał Fausta z uszami królika i nosem z pietruszki oraz włosami z rzeżuchy), złożyli sobie najserdeczniejsze życzenia: Dobrych Świat i  zajadając się babką, upieczoną przez Hadena, odpakowali prezenty od Zająca.
 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i nie był aż taki nudny. XD Ja już uciekam, życząc wam po raz kolejny wspaniałych Świat wielkanocnych.
Pozdrowionka
L.d.A

Wesołego Jajka! ;)

Witajcie Kochani! To już drugie Święta Wielkanocne z Wami, moimi przecudownymi czytelnikami. Bardzo się z tego powodu cieszę oraz dziękuję, że jesteście;
dlatego chcę złożyć wam najserdeczniejsze życzenia!
 
Więc pisanych jajeczek, wierzbowych bazieczek, kiełbasy święconej, dużo chrzanu do niej, baby polukrzonej, kukiełki plecionej, zmartwychwstania w duszy i wiosny po uszy (bo na razie to z nią, nie wiem jak u Was, jest kiepsko u w moim regionie). Radości, szczęścia, tego, by te święta były wyjątkowe, niezapomniane, żeby zjechała się cała rodzinka no i oczywiście, żeby wydawały się długie, ponieważ już niestety w środę wracamy do szkoły. Wszystkim trzecioklasistom życzę powodzenia na egzaminach gimnazjalnych, bo mnie też na nieszczęście one czekają w kwietniu.
 
A teraz jeszcze jedna informacja: nie będzie w ten weekend kolejnego rozdziału, tylko będzie rozdział specjalny - świąteczny, który możecie zobaczyć TUTAJ. No i zmieniłam baner - znowu. Jak Wam się podoba?
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla Was, trzymajcie się ciepło.
Leonessa de Argentum
 
 

poniedziałek, 30 marca 2015

Liebster Blog Award #5


"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
 
Bardzo dziękuję Delenie za tę nominację. Jest mi niezmiernie miło. Dziękuję Ci tak bardzo, bardzo bardzo. :)
1. Jaki jest twój ulubiony serial?
Nie posiadam takowego. Zazwyczaj nie oglądam telewizji, siedzę raczej w Internecie, ale jeśli już to może Pingwiny z Madagaskaru?
2. Czytasz dużo? Jaka książka nakłoniła cię do czytania (tzn. Od której się zaczęło)?
Czytam bardzo dużo. Praktycznie kiedy tylko mam czas. Nie ma takiej książki, która nakłoniła mnie do czytania. Od małego rodzice czytali mi bajki, potem ja sama zaczęłam i tak dalej - czytam od zawsze.
3. Jaka jest twoja ulubiona postać z jakiejkolwiek książki?
Ojejciu, znowu takowej nie posiadam. Lubię zazwyczaj wszystkich, a jak nie lubię to książki nie czytam. XD 
4. Dlaczego zaczęłaś pisać?
Moja przyjaciółka założyła bloga i musiałam założyć konto na bloggerze, aby komentować jej posty, a że jestem duszą artystyczną dość, to wkrótce zaczęłam prowadzić swoje opowiadanie. Pomysły kłębiły mi się w głowie i w końcu "przelałam je na komputer".

5. Czy myślałaś kiedyś o tym, żeby napisać opowiadanie o sobie?
Nie wiem jak inni piszący, ale ja zawsze utożsamiam się z jedną z głównych postaci z moich opowiadań, piszę taj jakbym to była ja. Akurat tutaj, co prawda jestem, ale moja postać nie pełni dużej roli.

6. Gdybyś mogła przenieść się do świata jakiejś z książek, gdzie byś się przeniosła?
Nie mam pojęcia. Na pewno byłoby to wiele lat w przyszłość, albo do starożytności.

7. Gdybyś mogła być zwierzęciem, to jakim byś była?
Lwem, uwielbiam lwy. :D

8. Twój ulubiony : wampir, wilkołak, człowiek, łowca, elf :)
Człowiek! W naszej rasie drzemie siła! Po drugie, znajdą się w fantastyce ludzie z domieszką "nieludzkiej" krwi - nie mają słabości innych ras, a i często nietypowe umiejętności.

9. Ulubiona aktorka?
Nie posiadam. Raczej aktorki oceniam tak: O, ta grała w tym filmie świetnie, ale tu dostała taką rolę, że nie mogę na nią patrzeć.

10. Myślałaś kiedyś o napisaniu książki?
Ja o tym myślę od ośmiu lat, ale nadal mi się nie to udaje, lecz napisanie książki jest jednym z moich marzeń.

11. Dlaczego piszesz akurat o tym, o czym piszesz?
Ponieważ książki traktuję jak wypoczynek, relaks, oderwanie się od rzeczywistości, sposób na poprawę humoru. Dlatego piszę fantasy, aby przenieść także innych w zupełnie inny świat.

Ja chciałabym nominować:
margaret99
Amnesia
Karolina Tomiczek
Aithnne Jeretta
Wampir Wampirowa
flaw
-Rebecca-
Louella Angel

Moje pytania dla Was:
1. Twoja ulubiona muzyka? Zespoły, wykonawcy?
2. Lubisz arbuzy i cytrusy?
3. Co myślisz o książkach Tolkiena?
4. Twoja ulubiona postać mitologiczna: jaka i dlaczego? Znasz jakieś historie z nią związane?
5. Kim chcesz zostać w przyszłości? Wiążesz przyszłość z pisarstwem?
6. Jak wygląda twój wymarzony zwierzak domowy?
7. Idealny dzień?
8. Ebooki czy tradycyjne książki, biorąc pod uwagę koszty zakupu?
9. Ulubiony kolor? Co on ci przypomina?
10. Spódniczki czy spodnie?
11. Za jaką osobę się uważasz?

I jeszcze jedno teraz nie związane z nominacjami: chyba znowu zmienię baner. XD
 

piątek, 27 marca 2015

Rozdział VI część 5

Cholera, on naprawdę chce ją zabić. Angela zebrała w sobie całą siłę i oderwała rękę rozwścieczonego Opętanego od swojej szyi, nie mając innego pomysłu jak się wyrwać, ugryzła Dymitra między palcem wskazującym, a kciukiem. Chłopak syknął z bólu, a dziewczyna wykorzystała tą chwilę, aby zgiąć prawą nogę i sprawić, aby wampir nie przyciskał jej tak mocno do ziemi, przy okazji niechcący podwijając mu koszulę...
I w tym momencie usłyszeli dźwięk otwieranego zamka.

Carlos pracował w pałacu jako ogrodnik już od miesiąca, ale nadal nie mógł się nadziwić zwyczajom zamieszkujących go osób. Hrabia planował jakiś bankiet na wieczór i chciał mieć chłodny sok pomarańczowy, a że w cieniu na dworze było chłodniej niż w budynku, to sok wystawił na jeden z tarasów. Podszedł do dębowych drzwi i nacisnął klamkę. Nie otworzyły się. Dziwne. Ktoś je musiał zamknąć. Wyciągnął pęk kluczy i szybkim ruchem wsadził jeden z nich w zamek i gwałtownie otworzył drzwi, stając jak wryty.
Na podłodze były dwie osoby. Dziewczyna leżała na wznak między nogami chłopaka, który dość brutalnie przyciskał ją do ziemi. Ona trzymała jego prawą dłoń w zębach, a prawą nogę miała zgiętą, podtrzymując tors chłopaka w pewnej odległości od swojego ciała. Ich włosy nie były tak bardzo roztargane, ale ubrania mieli strasznie pomięte i brudne, jakby tarzali się cali po tarasie walcząc.
Nagle obaj spojrzeli na Carlosa. Ich policzki były całe zaczerwienione, a oczy mieniły się intensywnie także w tym kolorze. Dziewczyna na dodatek ciężko oddychała.
Carlos był zwykłym człowiekiem, nic nie wiedział o istotach nadnaturalnych, wampirach i im podobnych, więc nie trudno się domyślić co mógł sobie pomyśleć.
- To... może ja po te butelki przyjdę później? - wydukał cofając się za drzwi. - Nie będę teraz państwu... przeszkadzał.
Zamykając drzwi z powrotem na klucz słyszał jak dziewczyna woła:
- Proszę pana to nie to co pan myśli! Myli się pan!
Jak tu można się mylić? Pewnie jakaś żona zdradza męża. Tylko dlaczego muszą robić to na tarasie? Od tego są sypialnie, nie?
Ale co on się będzie wypowiadał. Przed godziną, widział wytworne ubranego dżentelmena, który cieszył się jak dziecko, niosąc pęk zielska, którym zazwyczaj karmi się świnie, przy okazji zaśmiecając ziemią z korzeni całą posadzkę...
 
- To było dziwne... - skomentował Dymitr, który chyba zapomniał, że przed chwilą chciał pobić Angelę. - Ciekawe o czym pomyślał, że tak szybko się stąd zmył?
Dziewczyna popatrzyła na niego i zapytała:
- Czy ty jesteś aż tak bardzo opóźniony? Jak myślisz, o czym on mógł pomyśleć!?
Dymitr spojrzał na dół i zrobił się cały czerwony.
- A, no tak. O tym.
- Fajne geniuszu, że cię olśniło! - wydyszała wampirzyca z ulgą spychając Dymitra i siadając pod ścianą. - Przez chwilę myślałam, że na prawdę mi chcesz coś zrobić. - dodała.
- Bo na prawdę chciałem cię zabić. - spokojne odezwał się wampir, siadając naprzeciwko.
Dziewczynę przeszły dreszcze.
- Ale teraz mi już przeszło. - dodał.
- Nie wierzę ci.
- Mówię prawdę.
- Nie można tak sobie wpadać w skrajne emocje, a potem być już całkiem spokojnym.
- Wszystkiego można się nauczyć. Może po części tak jest dobrze.
- Wszystko jest czarne albo białe, dobre albo złe. Nie ma czegoś takiego jak częściowo dobre lub częściowo złe.
- Tak? To ja jestem dobry czy zły? - Dymitr zaśmiał się.
Angela spojrzała na niego jednak z powagą.
- Jesteś szary. Jesteś anomalią. Nie wiem jaki jesteś.


Witajcie! Na początku przepraszam, że ta część jest taka krótka, a notka taka długa (obiecuję, że na następną część będziecie czekać o wiele krócej oraz będzie o wiele dłuższa), ale chcę coś wyjaśnić. Ktoś mi się spytał dlaczego Karina ma na imię Karina? Po łacinie oznacza ona kochaną, drogą (osobę), ale prawda jest taka, że jak wymyślałam imiona bohaterów, to przygotowywałam się do konkursu z antyku - czytałam wiele książek o kulturze starożytnej, w tym rozdział dotyczący pogrzebów. No i tam były takie kobiety, które opłakiwały zmarłego idąc za żałobnikami, tak zwane płaczki - po grecku: karinai. Obcięłam jedną literę i stwierdziłam, że nawet fajne imię wyszło i tak zostało. Dlaczego przezwisko to Karna? Oczywiście obcięłam jeszcze jedno "i".
Kojarzy mi się ono z karą, a nasza bohaterka jest dość gadatliwa, przez co niektórzy już nie mogą z nią wytrzymać, a co więcej moim językiem wiodącym jest hiszpański w szkole, więc Karna kojarzy mi się z hiszpańskim słowem: carne co oznacza mięso, a mięso Karina bardzo lubi i będzie to wyraźnie zaznaczone w późniejszych rozdziałach, kiedy to bardziej skupię się na tej postaci, ale to jeszcze troszeczkę.
Jeżeli macie jakieś pytania, pytajcie śmiało! Mój email to: leonessa.de.argentum@gmail.com
A teraz już ja i chibiKaneki zapraszamy Was do komentowania i za wszystkie komentarze gorąco dziękujemy. :)

środa, 11 marca 2015

Rozdział VI część 4

Dymitr potrzebował tylko jednego dnia, aby zebrać wystarczającą ilość informacji o swoich przeciwnikach. Nie było to takie trudne, śledzenie ich czy podsłuchiwanie było wręcz dziecinnie proste. Wystarczyło skryć się za zakrętem, rogiem, krzakiem, a i tak było słychać o czym rozmawiają nawet jeżeli stali dziesięć metrów dalej.
Doszedł do wniosku, iż najlepiej byłoby przeciągnąć jednego z nich na swoją stronę. Byli grupą bardzo zgraną, ewentualna zdrada jednego, bądź jakaś nieprawidłowa sugestia mogła wywołać duże zamieszanie w tak różnorodnej grupie. Największym plusem działania w pojedynkę była całkowita dowolność w sposobie i środkach, nie musiał nikogo pytać się o zgodę, nikomu mówić gdzie idzie, sam o wszystkim decydował - był szefem sam dla siebie. Konflikty między przyjaciółmi wprawiają całą grupę w stresujący nastrój.
Jednak Dymitr nie chciał wybierać byle kogo. Najlepsza jego zdaniem byłaby czarownica Cornelia. Nie wyglądała na jakoś specjalnie silną fizycznie, a raczej nawet było odwrotnie. Sprawiała wrażenie osoby bezbronnej delikatnej,  o którą zawsze trzeba się troszczyć, opiekować się nią. Miała jednak wewnętrzną siłę, którą chłopak dostrzegł w wyrazie jej oczu, zachowaniach, mowie. Mogła ona wynikać z jej daru. Tak, Cornelia była idealna do jego planu i równie niedostępna...
Jak do niej dotrzeć?
Najłatwiej przez jej chłopaka...
A do niego?
Przez jego brata może się udać...
A do Fausta?
Dymitr uśmiechnął się.
Przez Angelę.
Dziewczyna była najbardziej opanowana ze wszystkich, najbardziej spokojna, ale także najwrażliwsza na to, co się wokół niej dzieje, a co za tym idzie na wpływy innych osób także.  Łatwo będzie ja przekonać do jego racji i przez nią po sznureczku dojdzie do Cornelii. Dymitr mieszkając na dworze swojego ojca nauczył się doceniać siłę sugestii, które jako plotki przelatywały  z ust do ust zapewniając odpowiednie rzeczy, takie jak podziw strach, a nawet miłość. Dla przykładu: jednego dnia Mroczny Cesarz wymordował trzyosobową rodzinę za dość poważną zdradę, zabił ich, (oczywiście nie własnoręcznie, do tego miał katów) czysto i szybko. Pod koniec tygodnia jednak ludzie w stolicy uważali już, że Cesarz kazał wymordować cała wioskę, popalił domy, a niektórych ludzi ponabijał nawet na pale. Ojciec Dymitra był z tego bardzo zadowolony, twierdził, że im więcej się go lud boi tym lepiej. Chłopak nie zgadzał się z tym do końca, ale co się będzie kłócić, w każdym razie dyskretne sugestie były bardzo skutecznym narzędziem kształtowania opinii publicznej.
Oczywiście dobre informacje nie wzbudzały w ludziach takiej sensacji, strachu i już o wiele mniej chętnie wyolbrzymiali przedstawione zdarzenia. Wysłannicy z Patrii musieli go polubić, szczególnie Cornelia, musieli zacząć myśleć o nim jak o skrzywdzonym dziecku, które dostaje rozkazy od ojca tyrana i musi je bezwzględnie wypełniać.
To dlatego był na tarasie z Angelą, to do tego zaufanie wampirzycy było mu potrzebne. Nie planował, co prawda tego, że ich ktoś tu zamknie, lecz odebrał to jako dobry znak od losu i nie myślał, że to co chce im wszystkim wmówić po części jest prawdą. Nie chciał się przyznać, że tak naprawdę jest tylko marionetką w rękach Mrocznego Cesarza, a nie nawet chociażby jego synem.

- Jak wyglądam?
Sawa prezentowała się w trzydziestej szóstej sukience na tyle dobrze, żeby stwierdzić, że może w niej wyjść na miasto, aby rozkochiwać swoim spojrzeniem wszystkich mężczyzn.
Cornelia uważała ten zakład za dziwny i jeszcze raz dziwny, jednak Karina zapytana co o tym sądzi powiedziała tylko:
- Czemu by nie? Może być zabawnie!
No to zaczęły się plany. Cornelia dała się w końcu namówić na ten pomysł, no bo czemu by nie? - jak to znów powtórzyła Karina. Nie wiadomo w sumie jak to się stało, ale wcześniej ich dyskusje usłyszał Hrabia, wszedł jak gdyby nigdy nic, do pokoju i zapatrzył się przed siebie. Dziewczyny się nieźle przestraszyły.
- Ten zakład to poważna sprawa. - oświadczył grobowym głosem.
Teraz przyjaciółki był już naprawdę przerażone. A co jeśli on uważa to za naganne zachowanie?  W końcu były w innym wieku, tutaj kobiety nie były traktowane zbyt dobrze i nie pozwalano im na zbyt wiele.
- Pewnie nie masz się w co ubrać... - wymamrotał Hrabia.
- Co? - Sawa nie wierzyła w to co usłyszała.
- Pomogę ci!
- Co?
- Użyczę ci takiej jednej garderoby. Chodźcie za mną!
- Co? - powtórzyła po ras trzeci syrena, ale Hrabia ruszył energicznie korytarzem w prawo.
Hrabia jak na człowieka w podeszłym wieku, chodził strasznie szybko, ba nawet zwykły nastolatek tak nie pędził. Dziewczyny musiały za nim biec. W końcu Hrabia zatrzymał się przed ogromnymi drzwiami. Gdy je otworzył Sawa aż westchnęła z wrażenia w środku znajdowały się dziesiątki sukien. Cornelia i Karina zatrzymały się w drzwiach.
- A wy wejdziecie? - zapytał Hrabia.
- Nie, to nie dla nas...
- Jak to nie? Dziewczęta uwielbiają chodzić grupami po ulicach prezentując piękne stroje! Wy wszystkie chodzicie razem zawsze! Nawet jak któraś musi skorzystać z wychodka, to reszta czeka na nią nieopodal!
Nie mało zdziwiona Karina nachyliła się do Cornelii:
- Najwyraźniej zwyczaj chodzenia stadami do toalety praktykowano już w tych czasach...
- Yhm.

Angeli chciało się pić.
- Chcesz soczku? - zapytał się jej już chyba po raz dziesiąty Dymitr, machając do połowy opróżnioną buteleczką z soczkiem pomarańczowym.
- Nie!
Dziewczyna była przekonana, że nie tknie niczego, czego on dotykał.
- A może wolisz tego? - zapytał się, odpinając koszulę tak, aby kołnierzyk nie zasłaniał miarowo pulsującej tętnicy szyjnej.
- Tym bardziej nie!
Fuj! Jego krew musiała być okropna. W życiu jej nie wypije. Dziewczyna milczała przez kolejne dziesięć minut, ale pragnienie było nie do zniesienia. Siedzieli na tym tarasie dwie godziny, a było tak gorąco...
- A tak w ogóle, to skąd masz ten soczek? - zapytała ostrożnie.
Chłopak wskazał palcem na róg tarasu naprzeciwko drzwi.
- Tam stoi cała zgrzewka. Pewnie ktoś wystawił tu te butelki, bo wszędzie jest tutaj cień.
Faktycznie. Stało tam mnóstwo podobnych butelek, do tej którą trzymał chłopak, poukładanych w idealne sześcianiki. Jak ona mogła tego nie zauważyć?
Sięgając po soczek pomarańczowy dla siebie, marzyła tyko o tym, by zapaść się pod ziemię.

Sawa w długiej, obszernej sukni z bufiastymi rękawami w kolorach zielonym i niebieskim wynurzyła się z pokoju obok służącego za przebieralnię, a za nią jej przyjaciółki w nieco skromniejszych sukienkach.
- Maravilloso! - zachwycił się Hrabia na widok Sawy, która wyglądała naprawdę przepięknie.
Nawet Ichiro, który przyszedł najpewniej ponarzekać na to ile niebieskowłosa może się szykować, upuścił z wrażenia dębową laskę z metalową główką, którą trzymał w ręce.

Niedobrze. Siedzieli na tym tarasie już dwie godziny i nic! Jakby mogła siedzieć przez cały dzień jak kamień: w jednym miejscu, bez ruchu, milcząc bez ustanku. Musiał coś zrobić.
- Nie spotkałaś mojej siostry przypadkiem? - zaczął konwersację, ale jak tyko wypowiedział to zdanie, poznał, że było bez sensu.
- Nie.
- Tak myślę, że jej chyba, tak w ogóle nie znasz, prawda?
- Nie znam.
- No, w każdym razie ona jest meduzą, a ty tak siedzisz bez słowa jakby ktoś zaklął ciebie w kamień.
Cholera, udawanie miłego w cale mu nie wychodziło.
- Kiepski żart.
Znów milczenie.
Po chwili westchnęła.
- Możemy chyba pogadać. W sumie to mi się nudzi...
- To super! - Dymitr włożył w ten udawany wybuch entuzjazmu chyba za dużo radości, bo Angela się na niego dziwnie spojrzała. - To znaczy... Jak tak mówisz, to możemy pogadać.
Cisza.
- A o czym? - dopytywał się Opętany.
- Nie wiem, ty coś wymyśl.
- Lubisz ryż?
- Nie...
- A krewetki?
- Nie. - spojrzała na niego tak jakby coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że jest nienormalnym wariatem.
No super, Dymitrze! pomyślał. Jesteś zamknięty z dziewczyną od dwóch godzin. Jest piekielnie gorąco. Ona najpewniej jest głodna, a ty zaczynasz gadać jej o jedzeniu jak w pobliżu nie ma nawet jednej czerstwej bułki. Na pewno cię polubi...
- Lubię lody wiśniowe. - odparła po chwili namysłu.
Chłopak zaśmiał się mimo woli.
- Obawiam się, że jeszcze ich nie wymyślili.
Angelę tez to rozbawiło, ale zaraz stłumiła chichot.
- Faust zawsze kupował mi lody wiśniowe. - stwierdziła.
Dymitr nie wiedział co powiedzieć, by podtrzymać konwersację.
- To twój były? - wypalił.
- Nie. Przyjaciel. Zawsze jak zemdlał od widoku krwi, a co przymnie zdarzało się często to zabierał mnie na lody w ramach rekompensaty.
- Może jak wrócimy to też pójdziemy na lody?
- Nie wrócimy wszyscy, albo wygrasz ty albo my, nie wszyscy. Po drugie... - odsunęła się od niego. - ...nie jesteś moim przyjacielem. Nigdy nim nie będziesz.

- Bardzo Was przepraszam, że przeze mnie nic z tego nie wyszło. - Karinie było naprawdę przykro.
- Nie martw się. - pocieszała ją Sawa. - Przełożymy to na jutro.
- To nie twoja wina... - dodała Cornelia.
- Jak to nie jej?! - wykrzyknął Ichiro. - A kto wyrżnął się na schodach w tej sukni i złamał nogę, jak nie ona!? To jest w stu procentach jej wina!
- Po prostu nie jest przyzwyczajona do chodzenia na koturnach  w tak długich sukniach. - odezwał się Faust, który pomógł donieść Karinę do pokoju, choć o mało nie zemdlał na widok nienaturalnie wykrzywionej kończyny.
Teraz noga była już zabandażowana i nastawiona, wyglądało to o wiele lepiej niż goła kość, przebijająca się przez skórę. Problemem było tylko kto ją miał nastawić. Faust odpadał, bo potem byłoby dwóch poszkodowanych, a nie jeden. Hrabia jakoś do pomocy się nie kwapił, ale posłał po lekarza, niby najlepszego w okolicy, ale jak przyjaciele zobaczyli wyraz jego twarzy i dziwne narzędzia, które miał ze sobą przypomnieli sobie, że medycyna w piętnastym wieku stoi na zatrważająco niskim poziomie. W takiej sytuacji, o dziwo Ichiro zgodził się pomóc z nastawieniem, a Haden poszedł w międzyczasie do ogrodu, nazbierał jakiegoś zielska i wrócił do pokoju, po drodze z skądś biorąc moździerz i tłuczek. Rozdrobił wszystkie roślinki jakie znalazł, polał wodą  aż zrobiła się papka i nałożył to dziewczynie na ranę. Niezachęcająco to wyglądało, a jeszcze gorzej pachniało, ale przyniosło Karinie dużą ulgę.
- Coś mi się zdaje, że jutro nie będziesz mogła jeszcze chodzić. - stwierdził Ichiro.
- Ona jest wilkołakiem ciołku! Za pięć godzin nie będzie po tym złamaniu śladu! - wkurzyła się Sawa.
- A skąd ja to niby miałem wiedzieć!?
- Nie wiem, jak ty tak wszystko znasz, to o tym też powinieneś chyba przeczytać w tych swoich tajnych papierkach!
- Dziękuję, że uważasz, iż jestem taki mądry. - odezwał się z ironią w głosie Ichiro.
- Chciałbyś! Nawet mrówka ma większy mózg od ciebie!
- Tak się składa, że mrówki to bardzo mądre zwierzęta.
- To idź z nimi zamieszkać! Może znajdziesz wspólny język!
Chłopak tylko prychnął, cały czerwony.
- A spadaj na choinkę!
- Jakoś nie widzę żadnej w pobliżu, a chętnie bym to zrobiła!
I tak niedoszła Merlin Monroe i Casanova usiedli na przeciwległych końcach sofy, jak najdalej od siebie, uporczywie wpatrując się w podłogę.
- Zapowiada się interesujące popołudnie. - mruknął Faust sam do siebie. - Właściwie to od rana nie widziałem Angeli. Ciekawe, co ona porabia?
 
Dobra, zapomnieć trzeba kompletnie o tej strategii. Źle to rozegrał, źle ocenił Angelę! Wstał gwałtownie.
- Co robisz? - zapytała.
- Próbuję się stąd wydostać! - wrzasnął napierając z całej siły na drzwi.
- To nic nie da. Sam tak powiedziałeś. - powiedziała spokojnie. - Trzeba poczekać, aż zajdzie słońce.
Cholera, nie wytrzyma z nią w tym upale ani minuty dłużej! Jak można być tak spokojnym?! Zamkną cię w jednym pomieszczeniu z osobą, której nienawidzisz, nie znosisz, a ona mówi na to okej, usiądę sobie w kąciku na chwilę i poczekam, przecież to tylko siedem godzin.!
Chłopak nadal walił pięściami w drzwi.
Ogarnij się, Dymitrze!
- Weź się ogarnij. - oznajmiła Angela, jakby czytając w myślach chłopaka.
- Jak mam się, do cholery ogarnąć! Czy ty siebie słyszysz!? - wybuchnął chłopak. - Jak ty możesz być taka spokojna!
- Wyluzuj. - wampirzyca uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic. - Mam przy sobie przenośny zestaw do chińczyka. Chcesz zagrać?
Dymitr uderzył z bezsilności głową w ścianę.
 
- Ty neandertalczyku! Jak się nie znasz na modzie, to się nie wypowiadaj! - Sawa wytknęła Ichiro palcem. - Ta suknia to ostatni krzyk mody.
- Właściwie to Hrabia tylko tak twierdzi... - zauważył nieśmiało Faust.
- I ty przeciwko mnie!? - oburzyła się syrena.
- Dobrze gadasz, stary! - pochwycił myśl Ichiro. - To było modne trzy lata temu, te koronki to przeżytek.
- Kto to mówi!? Facet, który dzień w dzień nosi ten sam płaszcz oraz kapelusz!
 
Ktoś może mu powiedzieć dlaczego skończył grając różowymi pionkami w chińczyka ze swoim wrogiem? Jego duma jako Opętanego, została doszczętnie podeptana. Jak postanowił być na powrót oschły i sarkastyczny, to dziewczyna stwierdziła, że widać, iż dorasta, bo ma niezłą huśtawkę nastrojów. Dymitr poczuł się już ostatecznie dobity.
- Dlaczego ty masz niebieskie, a ja różowe? - zapytał z rezygnacją.
- Co mam niebieskie?
- Pionki?
- Mam niebieskie ponieważ nie lubię różowego. - odparła dziewczyna zbijając pionek Dymitra, bo stanęła na tym samym polu.
- A ja to niby lubię różowy!?
- Trudno, to mój zestaw do chińczyka.
 
- Ty nędzny robaku! Jak śmiesz się do mnie tak zwracać!? - wazon roztrzaskał się o ścianę tam, gdzie przed chwilą była głowa Ichiro.
- Jak ty nazwałaś mnie, idotko!? - filiżanka uderzyła w oparcie sofy, za którą chowała się Sawa.
- Rozejm, rozejm! - krzyczał na całe gardło Faust czołgając się po polu wymiany ognia dla ochrony okryty cały poduszkami.
 
Dymitr przegrał w chińczyka. Już gorzej być nie może.
- Jesteś w to beznadziejny, wiesz?
A nie, może być jeszcze gorzej.
- W ogóle to wyobrażałam sobie ciebie inaczej...
Dymitr nie wytrzymał. Ale ty jesteś dziwny! Nie no, chyba nie chcesz tego zjeść? Mówisz serio? Blabla, blabla, bla! Chłopak poderwał się z miejsca i rzucił na dziewczynę, przygważdżając ją do ziemi.
- Mam cię już dość! - wysyczał Opętany.
Angela nie mogła się ruszyć. Zaczynała się naprawdę go bać.
- Nie możesz mnie ugryźć, bo moja krew wzięta ode mnie bez pozwolenia, jest dla ciebie trucizną...
- To prawda. Jednak mogę cię po prostu zabić. - wyszeptał zaciskając palce na jej gardle.

Okej, jest kolejna część. Dostałam takiej jakby większej weny. :) Wyszła o wiele dłuższa niż zazwyczaj i co tu dużo mówić: historia prawie w ogóle nie posunęła się do przodu...
Pomimo tego myślę, że nie jest taka nudna, w każdym razie uznałam, że cały rozdział szósty będzie obfitował w dość zabawne, moim zdaniem, zdarzenia, bo poprzednio tylko walczyli i walczyli.
Jak myślicie, co wyjdzie z relacji i zakładu Ichiro i Sawy? Czy Dymitr zabije Angelę czy może zdarzy się jakaś rzecz, która ostudzi jego gniew? Ktoś otworzy te drzwi czy nie? Bardzo ciekawią mnie wasze pomysły. ;P
Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze i za wszystkie serdecznie dziękuję!

piątek, 6 marca 2015

Rozdział VI część 3

- Jestem wyczerpana! – Karina padła na sofę w salonie.
Dziewczyny dostały ogromnej wielkości apartament, a każda z nich miała w nim swój pokój. Hrabia był bardzo bogaty, więc nie szczędził pieniędzy na wygodę i ozdoby. Sofa była ręcznie haftowana, nie wiadomo jak to zrobiono, lecz Haden jak tylko ją zobaczył to nie mógł wyjść z podziwu nad tym „dziełem sztuki”.
- Czym jesteś tak zmęczona? – zapytała Sawa. – Jest dopiero dwunasta.
- Hrabia zabrał mnie na spacer po ogrodach. – rozległo się z pod poduszki.
- Aaa, to wszystko wyjaśnia.
- Nie wiesz o czym mówisz. Ogrody to zło wcielone. Nie masz pojęcia ile tam jest rodzajów róż i o każdym musiał coś opowiedzieć! Dodatkowo róże to nie jedyne kwiaty! Ich tam jest masa, masa! Nie wliczając w to drzew! Co przechodziliśmy obok jakiegoś ogrodnika, to on musiał z nim pogadać!
- To dość normalne. – powiedział Ichiro jakby do siebie, wynurzając się z kuchni z filiżanką herbaty w ręce.
- Co jest normalne?! – wilkołaczyca wyjrzała z pod poduszki.
- No, jego zachowanie. – upił łyk z filiżanki. – Patria podesłała mi trochę dokumentów. Nie wynika z nich jasno kim jest Hrabia, ale można na podstawie zapisków i relacji stwierdzić, że jest półzmniennokształtnym,  a dokładniej satyrem bądź faunem.
- A co to za różnica. -  zdziwiła się Sawa. - To półkoza i to półkoza.
- Różnica jest i w wyglądzie i w zachowaniu. Fauny w swojej mają dłuższe rogi, a satyrowie często zapuszczają brodę. Jedni jak i drudzy lubią żartować, szaleć, bawić się, imprezować, ale znowu fauni są trochę bardziej brutalni, nieokrzesani.
- Sam jesteś nieokrzesany. – stwierdziła Sawa,  na co Ichiro się oburzył. – A po drugie: nie widzę u niego żadnych włochatych kopytek.
Chłopak się zdenerwował, bo bardzo nie lubił jak ktoś kwestionował jego zdanie.
- Ty jesteś syreną, ale jakoś nie widzę u ciebie ogona, tylko najzwyklejsze, krótkie nogi!
- Przepraszam bardzo, ale czy ty właśnie obraziłeś moje nogi!
- Tak! Właśnie obraziłem twoje nogi!
Karina pacnęła się poduszką, bo wiedziała co się znowu będzie działo. Jednocześnie śmiejąc się szukała dyktafonu, aby móc nagrać całą kłótnię i potem móc to odtworzyć Cornelii i  Angeli. Tym czasem chłopak kontynuował:
- Mam już ciebie dość! Twojego zachowania ubioru, włosów!
- Oj przepraszam bardzo, że nie podoba ci się mój wygląd!
- Nie pasuje on do tej epoki! W tej misji realizm jest bardzo ważny. – dodał stanowczo.
- To czemu ty, - Sawa mierzyła go wzrokiem. – nie zdejmiesz tego idiotycznego kapelusza i tego płaszcza? To też nie ta epoka!
- Bo nie! Ja wyglądam normalniej przynajmniej! Nie mam takich włosów…
- Ach tak! Już mówiłam, że to są moje NATURALNE, ty IDIOTO! Wolę mieć sto razy bardziej niebieskie włosy, niż te twoje półrude afro, co masz na głowie!
- To nie jest afro, do cholery! One są starannie ułożone! To są loki!
- Chcesz mi powiedzieć, że śpisz w papilotach?
- Ha, ha. Bardzo śmieszne. Wiesz co ci powiem: Jesteś zazdrosna i tyle!
- Ciekawe o co!? O tę twoją brzydką buźkę!?
- Tak! Założę się, że nie możesz sobie wybaczyć, że za mną ogląda się więcej kobiet, niż za tobą mężczyzn jak idziemy korytarzami pałacu. Dlatego co chwilę, narzekasz na mój wygląd!
- Chciałbyś! Jest jednak odwrotnie, to na mnie wszyscy się patrzą, na ciebie najwyżej spojrzy jakaś z niechęcią!
- Chcesz się przekonać?
- Tak, do choinki!
- Zarobimy konkurs: kto w ciągu tygodnia wyrwie więcej osób! Zgoda?
- Zgoda!
- To postanowione!
Jeno z nich trzasnęło drzwiami wychodząc z apartamentu, drugie wróciło szybkim krokiem do kuchni.
- Mam nadzieję, że chociaż Cornelia i Haden dobrze bawią się na tej swojej randce… - westchnęła Karina.

 
Angela nigdy nie widziała prawdziwego słońca, dlatego pragnęła to za wszelką cenę nadrobić. Wybrała obszerny teraz, zakryty dachem, z którego mogła obserwować tą gwiazdę jednocześnie pozostając w cieniu. Żałowała trochę, że nie może wyjść z niego aby poczuć ciepło promieni na własnej skórze, ale najprawdopodobniej byłaby to ostatnia czynność jaką zrobiłaby w życiu.
Westchnęła. Słońce z powierzchni grzało mocniej niż to w Patrii, ale wielkościowo było takie same, może nawet wydawało się trochę mniejsze, ale wampirzyca wiedział, że zależy to od pór roku. W Patrii ich nie było, to znaczy padał śnieg i w ogóle, ale czas w jakim to następowało zależał od Ministra Pogody i jego kaprysów.
Tutaj wszystko miało swój czas. Było tak spokojnie. Gdzieś w trawie koncertowały cykady, śpiewały ptaki siedząc na gałęziach drzew. I nagle wszystko ucichło.
- Rozważasz samobójstwo?
Angela aż podskoczyła. Obróciła się i ujrzała za sobą wpatrzonego w nią Dymitra. Chłopak stał w głębszym cieniu. Ubrany był całkowicie na czarno.
- Nie! – wysyczała. – Podziwiam widoki.
Dymitr uśmiechnął się bezczelnie.
- Chyba nie przepadasz za moim towarzystwem?
- A żebyś wiedział, że nie!
Chłopak znów się zaśmiał.
- Od kiedy tu jesteś? – zapytała Angela.
- Będzie z dobre pół godziny.
- Dlaczego cię nie wyczułam?
- Magia. – Dymitr wyciągnął ręce z kieszeni i zatoczył nimi koło nad głową.
Angela prychnęła i ruszyła do jedynego wyjścia z tarasu. Nie miała zamiaru spędzić z chłopakiem ani sekundy dłużej. Nacisnęła klamkę i pchnęła. Nic się nie stało. Drzwi ani drgnęły. Odwróciła się do Opętanego.
- Bardzo śmieszne. – oznajmiła. – Teraz oddaj klucz.
- Nie mam klucza. – Dymitr wyglądał na naprawdę zaskoczonego. – Pewnie ktoś zamknął je od drugiej strony myśląc, że nikogo w środku nie ma.
Angela sapnęła. Odsunęła się trochę, a potem naparła na drzwi całą swoją wampirzą siłą. Starała się wyważyć drzwi, lecz usłyszała za sobą głos Dymitra.
- Daj sobie spokój. To grube dębowe drzwi. Są bardzo solidne, nic nie zdziałamy, a to znaczy, że utknęliśmy tu, Krwinko, RAZEM.


O to kolejna część. Myślę, że za nudna nie jest. Dziękuję za wszystkie komentarze! :) I za to, że jesteście ze mną w tak dużej liczbie. :D
Jak myślicie, co wyniknie z zakładu między Ichiro, a Sawą lub o czym będzie rozmawiać Angela z Dymitrem, w końcu są zamknięci na tarasie, aż zajdzie słońce, a to przecież całe siedem godzin?. XD

sobota, 14 lutego 2015

Niespodzianka i Walentynki

Na początek, zanim przejdziemy do walentynek, chcę powiedzieć, że dzisiejszy dzień jest jeszcze szczególny z jednego powodu.
Dzisiaj mija równiutko trzynaście miesięcy odkąd założyłam bloga. Zakładając go nie myślałam, że po roku będzie on nadal istniał, a ja będę miała jeszcze tyle chęci by go pisać.
Za wszystko dziękuję Wam, Drodzy czytelnicy, bo to Wasza obecność tutaj motywuje mnie do dalszego pisania. Dlatego Gracias, Arigatou Gozaimasu, Thank you za to, że jesteście.
Mam dla Was niespodziankę. Jak wiecie niedawno byłam chora. Dziękuję serdecznie madziula0909 i Louella Angel za życzenia powrotu do zdrowia. Jednak troszeczkę mi się nudziło leżąc w łóżeczku i postanowiłam odrobinkę pobawić się w gimpie. Efektem tej "zabawy" jest nowy baner.
Proszę Was, dajcie znać w komentarzach co o nim myślicie i czy jest lepszy od obecnego, czy nie?
Oto on (taki trochę kwadratowy):
 

Naprawdę, bardzo zależy mi, na Waszych wypowiedziach, czy zastąpić nim obecny. :)

A teraz:
 Walentynki!

 
 
Dzień, którzy uwielbiają chyba wszyscy!
 

W ten wyjątkowy dzień, życzę Wam wiele radości, ze słodkości, ale nie tylko: Czasu spędzanego z tą drugą połówka w wyjątkowy sposób, a dla wszystkich singli: Nie martwcie się - jestem z Wami.
Spędźmy te Walentynki w gronie przyjaciół i rodzinki.
 
 
 
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum