Przepraszam, że mnie znowu tak długo nie było, ale miałam
dużo sprawdzianów i jeszcze przygotowuję się do takiego jednego konkursu.
Faust przyszedł po kilku minutach. Stanął cały mokry w
progu, bo na dworze padało.
- Nie ma jej, prawda? – spytał już znając odpowiedź.
- Tak. – odparła po prostu Angela chwytając Wilka za
obrożę.
Ogromny kojot z czarnego dymu, którego dał jej Dymitr,
myśląc, że umiera, zdaniem Kariny bardzo przypominał wilka. Dziewczyna
twierdziła, że pachnie jak on i zachowuje się bardziej jak wilk niż kojot. Więc
nazwała go Wilkiem i po prostu tak zostało. Nie pytała się wampirzycy skąd ta
go wzięła, po prostu zaakceptowała fakt, że jest i nikt nie zna jego imienia,
więc będzie Wilkiem.
Angela nikomu nie powiedziała, że Wilk jest awatarem
należącym do Dymitra Darka, a już tym bardziej, że uratowała jednego z
najbardziej niebezpiecznych opętanych. Ominęła ten temat, a przyjaciele, za co
ich bardzo lubiła, nie zadawali pytań, wyczuwając, iż dziewczyna nie chce
o tym mówić.
Inną sprawą była sama kwestia awatara. Teraz Angela miała
kojota – Wilka, Sawa wodną świnkę, którą nazwała Doña Pito Piturra, w skrócie
Pipi albo Chrum-chrum (to od dźwięków, które wydawała). Cornelia natomiast
ochrzciła swojego chrzęstnego kotka mianem Chrzęściastka, ale że Sawie było
trudno to wymówić (jak i innym) jej inwencja twórcza znów się ujawniła i
przezwała go Anorektyk. Karina nie miała żadnego zwierzątka
(jeszcze) i zaczęła namawiać Cornelię żeby wyczarowała jej powłokę awatara,
który będzie umiał mówić, a ona napełni go ogniem, dzięki czemu powstanie
ognista, gadająca papuga. Reszcie ten pomysł nie za bardzo się podobał,
ponieważ mieliby jeszcze więcej paplaniny w bolsie, bo teraz usta nie
zamykałyby się i Karinie, i papudze. Jednak każdy zdawał sobie sprawę, że
czarownica w końcu ulegnie namową przyjaciółki, a w tedy (jak ujęła to Angela)
będzie piekło na ziemi. Faust tez poczuł się samotny, ale nie miał
pomysłu na swojego awatara i na razie żadnego nie miał oraz nie planował. Wspominał
coś o gigantycznej fioletowej ośmiornicy, ale na razie nic takiego się nigdzie
nie pojawiło.
- Idziemy do bolsy 37. – postanowiła Angela.
- Ona jest daleko. – stwierdziła Karina.
I tu był problem. O ile żeby dojść do bolsy Fausta
musiały przejść jedynie na druga stronę ulicy, tak do bolsy Hadena i Dorydy
było z półtora kilometra (taka dziwna numeracja), a w mieście byli opętani…
- Nieważne! Idziemy, Karna! – zakomunikowała Sawa,
otwierając na oścież drzwi.
Jednak przypomniała sobie, że przecież pada ulewny
deszcz, więc szybko cofnęła się po parasol i wyszła na dwór nie czekając na
pozostałych. Po kilku krokach dogonili ją przyjaciele. Razem ruszyli w stronę
bolsy 37.
W tym samym czasie w lesie.
Alarm rozbrzmiał wyraźnie w ich uszach.
- O nie! – jęknęła Koral. – Opętani są w mieście.
- Tak, to niepokojące. – odrzekł Haden.
Nad ich głowami zabrzęczał tłusty świetlik. Dziewczyna
chwyciła go w obie ręce i powiedziała:
- Patrz jaki ma śmieszny, czerwony brzuszek.
Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi i nadstawił duży
słoik, aby Cornelia mogła włożyć tam swoją zdobycz. Robaczek świętojański
trzepotał skrzydełkami, ale ze słoika nie mógł się wydostać.
- A jeśli oni są też tutaj?
- Kto?
- No opętani. – zniecierpliwiła się Koral.
- Nie znajdą nas jeśli nie zaczniesz znowu wrzeszczeć. –
objął ją ramieniem.
- Nie, zamierzam zrobić coś innego. – zarzuciła mu ręce
na szyję.
Przez całą drogę słyszeli z oddali krzyki, jęki, strzały
i zdawało im się, iż ktoś ich śledzi. Dlatego z wielką ulgą zapukali w drzwi
bolsy 37.
Po kilku sekundach otworzyła im zaspana i potargana
Doryda w czarnej koszuli nocnej z napisem: Nie jedz bo umrzesz!. Cała czwórka
wyminęła ją bezceremonialnie i gdy już byli w połowie schodów na piętro dobiegł
ich głos harpii:
- Hadena nie ma.
- Jak to nie ma? – wszyscy zrobili jak na komendę w tył
zwrot i zbiegli po schodach stając przed Dorydą.
- No nie ma. – odparła oszczędnie harpia. – Wyszedł z tą
dziewczyną.
- Cornelią? – dopytywali się jeden przez drugiego.
- No.
- A gdzie poszli?
- Do lasu.
- Co?
- Czemu poszli do lasu?
- No, a jak myślisz co można robić o tej porze w lesie!?
- Nie wiem!
- Po co tam poszli? – zwróciła się z pytaniem do Dorydy
Angela.
- Po robaczki świętojańskie.
- Znaczy po świetliki?
- Po co im świetliki?
- Do kremu… - nie dali skończyć Dorydzie.
- Krem ze świetlików?
- Ja nie wierzę!
- Po co im krem ze świetlików?
- Czy tylko mnie dziwi absurdalność tej sytuacji. –
przerwała znowu Angela. – Tu jest pełno opętanych, a co dopiero tam! Musimy iść
ich szukać!
- Nie pamiętasz co było jak szukaliśmy Karny? –
zaprotestował Faust, ale pod groźnym spojrzeniem dziewczyny stwierdził: - Idę
poszukać latarki.
- Mam nadzieję, nie będą nas szukać. – wymruczał
Haden.
- Znając ich, to będą. – odparła Cornelia z zaróżowionymi
policzkami.
- W takim razie trzeba wykorzystać dobrze czas, który nam
pozostał…
Zaczął ją namiętnie całować, a ona nie protestowała
siedząc mu na kolanach pod drzewem, którego korona doskonale chroniła ich przed
maleńkimi kropelkami deszczu.
Przemokli do suchej nitki, ale brnęli nadal przed siebie.
Faust nie znalazł latarki ani kompasu, więc polegali na wampirzym wzroku
Angeli i wilkołaczym zmysłom Kariny. Sawa raz po raz dygotała, ponieważ tak
wiele wody, wymuszało na niej stopniowo przemianę, a musiała się powstrzymywać,
bo nie chciała spowolnić marszu przez swój ogon.
Nagle metr przed nimi przemknęła ciemna postać, a Wilk
zaczął ujadać.
No to, taka mała, nietypowa część, która spaja akcję i
podtrzymuję napięcie.
Proszę o komentarze i za wszystkie bardzo dziękuję.
Cudownie ;)
OdpowiedzUsuńTen rozdział emituje taką energią... zresztą jak każdy inny... :P
Cudownie napisałaś, cudownie :)
Nie mogę się doczekać cd. :3
Weny!!!
;D
Dziękuję. :D
UsuńAle lof story :D
OdpowiedzUsuńRozdział fajny :3
A teraz spadam pod drzewo, muszę poszukać Hadena, bo kostki mnie bolą XD
W takim razie nie przeszkadzam. ;P
UsuńO rany, ostatnie zdanie porządnie mnie zaniepokoiło.
OdpowiedzUsuń,,Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
co to będzie, co to będzie" - cytat z Dziadów idealnie tu pasuje :)
Życzę wielkiej weny i powodzenia w konkursie!
Dziękuję.
UsuńA co do ostatniego zdania, to gwarantuję Ci, że nikt nie zginie - przynajmniej nikt ważny... ;P
Jej świetne ;)
OdpowiedzUsuńJuhu! ;D
UsuńZaciekawiłaś mnie, doprawdy. Nie potrafię napisać jak to zrobiłaś, ale naprawdę wciągnęła mnie ta historia. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. A tak na marginesie - bardzo podoba mi się Twój styl pisania.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam: ♥ Gizelcia
PS. Przy odrobinie wolnego czasu oraz chęci serdecznie zapraszam Cię na: http://plaster-na-zlo.blogspot.com/
Bardzo się cieszę i kolejna część będzie dzisiaj albo jutro.
UsuńP.S.
Odwiedzę Cię tylko jak znajdę trochę czasu. ;)
Rozdział bardzo mi się podobał! Nie wiem, co napisać oprócz tego, że był cudny :D Jeśli chodzi o tych upadłych (tak?). Robi się coraz ciekawiej! (:
OdpowiedzUsuńmadziula0909
Nie. Jednak opętani. Sorki za błąd xD
OdpowiedzUsuńKolejne poszukiwania i już czuję że będzie się sporo działo ;)
OdpowiedzUsuń