środa, 11 marca 2015

Rozdział VI część 4

Dymitr potrzebował tylko jednego dnia, aby zebrać wystarczającą ilość informacji o swoich przeciwnikach. Nie było to takie trudne, śledzenie ich czy podsłuchiwanie było wręcz dziecinnie proste. Wystarczyło skryć się za zakrętem, rogiem, krzakiem, a i tak było słychać o czym rozmawiają nawet jeżeli stali dziesięć metrów dalej.
Doszedł do wniosku, iż najlepiej byłoby przeciągnąć jednego z nich na swoją stronę. Byli grupą bardzo zgraną, ewentualna zdrada jednego, bądź jakaś nieprawidłowa sugestia mogła wywołać duże zamieszanie w tak różnorodnej grupie. Największym plusem działania w pojedynkę była całkowita dowolność w sposobie i środkach, nie musiał nikogo pytać się o zgodę, nikomu mówić gdzie idzie, sam o wszystkim decydował - był szefem sam dla siebie. Konflikty między przyjaciółmi wprawiają całą grupę w stresujący nastrój.
Jednak Dymitr nie chciał wybierać byle kogo. Najlepsza jego zdaniem byłaby czarownica Cornelia. Nie wyglądała na jakoś specjalnie silną fizycznie, a raczej nawet było odwrotnie. Sprawiała wrażenie osoby bezbronnej delikatnej,  o którą zawsze trzeba się troszczyć, opiekować się nią. Miała jednak wewnętrzną siłę, którą chłopak dostrzegł w wyrazie jej oczu, zachowaniach, mowie. Mogła ona wynikać z jej daru. Tak, Cornelia była idealna do jego planu i równie niedostępna...
Jak do niej dotrzeć?
Najłatwiej przez jej chłopaka...
A do niego?
Przez jego brata może się udać...
A do Fausta?
Dymitr uśmiechnął się.
Przez Angelę.
Dziewczyna była najbardziej opanowana ze wszystkich, najbardziej spokojna, ale także najwrażliwsza na to, co się wokół niej dzieje, a co za tym idzie na wpływy innych osób także.  Łatwo będzie ja przekonać do jego racji i przez nią po sznureczku dojdzie do Cornelii. Dymitr mieszkając na dworze swojego ojca nauczył się doceniać siłę sugestii, które jako plotki przelatywały  z ust do ust zapewniając odpowiednie rzeczy, takie jak podziw strach, a nawet miłość. Dla przykładu: jednego dnia Mroczny Cesarz wymordował trzyosobową rodzinę za dość poważną zdradę, zabił ich, (oczywiście nie własnoręcznie, do tego miał katów) czysto i szybko. Pod koniec tygodnia jednak ludzie w stolicy uważali już, że Cesarz kazał wymordować cała wioskę, popalił domy, a niektórych ludzi ponabijał nawet na pale. Ojciec Dymitra był z tego bardzo zadowolony, twierdził, że im więcej się go lud boi tym lepiej. Chłopak nie zgadzał się z tym do końca, ale co się będzie kłócić, w każdym razie dyskretne sugestie były bardzo skutecznym narzędziem kształtowania opinii publicznej.
Oczywiście dobre informacje nie wzbudzały w ludziach takiej sensacji, strachu i już o wiele mniej chętnie wyolbrzymiali przedstawione zdarzenia. Wysłannicy z Patrii musieli go polubić, szczególnie Cornelia, musieli zacząć myśleć o nim jak o skrzywdzonym dziecku, które dostaje rozkazy od ojca tyrana i musi je bezwzględnie wypełniać.
To dlatego był na tarasie z Angelą, to do tego zaufanie wampirzycy było mu potrzebne. Nie planował, co prawda tego, że ich ktoś tu zamknie, lecz odebrał to jako dobry znak od losu i nie myślał, że to co chce im wszystkim wmówić po części jest prawdą. Nie chciał się przyznać, że tak naprawdę jest tylko marionetką w rękach Mrocznego Cesarza, a nie nawet chociażby jego synem.

- Jak wyglądam?
Sawa prezentowała się w trzydziestej szóstej sukience na tyle dobrze, żeby stwierdzić, że może w niej wyjść na miasto, aby rozkochiwać swoim spojrzeniem wszystkich mężczyzn.
Cornelia uważała ten zakład za dziwny i jeszcze raz dziwny, jednak Karina zapytana co o tym sądzi powiedziała tylko:
- Czemu by nie? Może być zabawnie!
No to zaczęły się plany. Cornelia dała się w końcu namówić na ten pomysł, no bo czemu by nie? - jak to znów powtórzyła Karina. Nie wiadomo w sumie jak to się stało, ale wcześniej ich dyskusje usłyszał Hrabia, wszedł jak gdyby nigdy nic, do pokoju i zapatrzył się przed siebie. Dziewczyny się nieźle przestraszyły.
- Ten zakład to poważna sprawa. - oświadczył grobowym głosem.
Teraz przyjaciółki był już naprawdę przerażone. A co jeśli on uważa to za naganne zachowanie?  W końcu były w innym wieku, tutaj kobiety nie były traktowane zbyt dobrze i nie pozwalano im na zbyt wiele.
- Pewnie nie masz się w co ubrać... - wymamrotał Hrabia.
- Co? - Sawa nie wierzyła w to co usłyszała.
- Pomogę ci!
- Co?
- Użyczę ci takiej jednej garderoby. Chodźcie za mną!
- Co? - powtórzyła po ras trzeci syrena, ale Hrabia ruszył energicznie korytarzem w prawo.
Hrabia jak na człowieka w podeszłym wieku, chodził strasznie szybko, ba nawet zwykły nastolatek tak nie pędził. Dziewczyny musiały za nim biec. W końcu Hrabia zatrzymał się przed ogromnymi drzwiami. Gdy je otworzył Sawa aż westchnęła z wrażenia w środku znajdowały się dziesiątki sukien. Cornelia i Karina zatrzymały się w drzwiach.
- A wy wejdziecie? - zapytał Hrabia.
- Nie, to nie dla nas...
- Jak to nie? Dziewczęta uwielbiają chodzić grupami po ulicach prezentując piękne stroje! Wy wszystkie chodzicie razem zawsze! Nawet jak któraś musi skorzystać z wychodka, to reszta czeka na nią nieopodal!
Nie mało zdziwiona Karina nachyliła się do Cornelii:
- Najwyraźniej zwyczaj chodzenia stadami do toalety praktykowano już w tych czasach...
- Yhm.

Angeli chciało się pić.
- Chcesz soczku? - zapytał się jej już chyba po raz dziesiąty Dymitr, machając do połowy opróżnioną buteleczką z soczkiem pomarańczowym.
- Nie!
Dziewczyna była przekonana, że nie tknie niczego, czego on dotykał.
- A może wolisz tego? - zapytał się, odpinając koszulę tak, aby kołnierzyk nie zasłaniał miarowo pulsującej tętnicy szyjnej.
- Tym bardziej nie!
Fuj! Jego krew musiała być okropna. W życiu jej nie wypije. Dziewczyna milczała przez kolejne dziesięć minut, ale pragnienie było nie do zniesienia. Siedzieli na tym tarasie dwie godziny, a było tak gorąco...
- A tak w ogóle, to skąd masz ten soczek? - zapytała ostrożnie.
Chłopak wskazał palcem na róg tarasu naprzeciwko drzwi.
- Tam stoi cała zgrzewka. Pewnie ktoś wystawił tu te butelki, bo wszędzie jest tutaj cień.
Faktycznie. Stało tam mnóstwo podobnych butelek, do tej którą trzymał chłopak, poukładanych w idealne sześcianiki. Jak ona mogła tego nie zauważyć?
Sięgając po soczek pomarańczowy dla siebie, marzyła tyko o tym, by zapaść się pod ziemię.

Sawa w długiej, obszernej sukni z bufiastymi rękawami w kolorach zielonym i niebieskim wynurzyła się z pokoju obok służącego za przebieralnię, a za nią jej przyjaciółki w nieco skromniejszych sukienkach.
- Maravilloso! - zachwycił się Hrabia na widok Sawy, która wyglądała naprawdę przepięknie.
Nawet Ichiro, który przyszedł najpewniej ponarzekać na to ile niebieskowłosa może się szykować, upuścił z wrażenia dębową laskę z metalową główką, którą trzymał w ręce.

Niedobrze. Siedzieli na tym tarasie już dwie godziny i nic! Jakby mogła siedzieć przez cały dzień jak kamień: w jednym miejscu, bez ruchu, milcząc bez ustanku. Musiał coś zrobić.
- Nie spotkałaś mojej siostry przypadkiem? - zaczął konwersację, ale jak tyko wypowiedział to zdanie, poznał, że było bez sensu.
- Nie.
- Tak myślę, że jej chyba, tak w ogóle nie znasz, prawda?
- Nie znam.
- No, w każdym razie ona jest meduzą, a ty tak siedzisz bez słowa jakby ktoś zaklął ciebie w kamień.
Cholera, udawanie miłego w cale mu nie wychodziło.
- Kiepski żart.
Znów milczenie.
Po chwili westchnęła.
- Możemy chyba pogadać. W sumie to mi się nudzi...
- To super! - Dymitr włożył w ten udawany wybuch entuzjazmu chyba za dużo radości, bo Angela się na niego dziwnie spojrzała. - To znaczy... Jak tak mówisz, to możemy pogadać.
Cisza.
- A o czym? - dopytywał się Opętany.
- Nie wiem, ty coś wymyśl.
- Lubisz ryż?
- Nie...
- A krewetki?
- Nie. - spojrzała na niego tak jakby coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że jest nienormalnym wariatem.
No super, Dymitrze! pomyślał. Jesteś zamknięty z dziewczyną od dwóch godzin. Jest piekielnie gorąco. Ona najpewniej jest głodna, a ty zaczynasz gadać jej o jedzeniu jak w pobliżu nie ma nawet jednej czerstwej bułki. Na pewno cię polubi...
- Lubię lody wiśniowe. - odparła po chwili namysłu.
Chłopak zaśmiał się mimo woli.
- Obawiam się, że jeszcze ich nie wymyślili.
Angelę tez to rozbawiło, ale zaraz stłumiła chichot.
- Faust zawsze kupował mi lody wiśniowe. - stwierdziła.
Dymitr nie wiedział co powiedzieć, by podtrzymać konwersację.
- To twój były? - wypalił.
- Nie. Przyjaciel. Zawsze jak zemdlał od widoku krwi, a co przymnie zdarzało się często to zabierał mnie na lody w ramach rekompensaty.
- Może jak wrócimy to też pójdziemy na lody?
- Nie wrócimy wszyscy, albo wygrasz ty albo my, nie wszyscy. Po drugie... - odsunęła się od niego. - ...nie jesteś moim przyjacielem. Nigdy nim nie będziesz.

- Bardzo Was przepraszam, że przeze mnie nic z tego nie wyszło. - Karinie było naprawdę przykro.
- Nie martw się. - pocieszała ją Sawa. - Przełożymy to na jutro.
- To nie twoja wina... - dodała Cornelia.
- Jak to nie jej?! - wykrzyknął Ichiro. - A kto wyrżnął się na schodach w tej sukni i złamał nogę, jak nie ona!? To jest w stu procentach jej wina!
- Po prostu nie jest przyzwyczajona do chodzenia na koturnach  w tak długich sukniach. - odezwał się Faust, który pomógł donieść Karinę do pokoju, choć o mało nie zemdlał na widok nienaturalnie wykrzywionej kończyny.
Teraz noga była już zabandażowana i nastawiona, wyglądało to o wiele lepiej niż goła kość, przebijająca się przez skórę. Problemem było tylko kto ją miał nastawić. Faust odpadał, bo potem byłoby dwóch poszkodowanych, a nie jeden. Hrabia jakoś do pomocy się nie kwapił, ale posłał po lekarza, niby najlepszego w okolicy, ale jak przyjaciele zobaczyli wyraz jego twarzy i dziwne narzędzia, które miał ze sobą przypomnieli sobie, że medycyna w piętnastym wieku stoi na zatrważająco niskim poziomie. W takiej sytuacji, o dziwo Ichiro zgodził się pomóc z nastawieniem, a Haden poszedł w międzyczasie do ogrodu, nazbierał jakiegoś zielska i wrócił do pokoju, po drodze z skądś biorąc moździerz i tłuczek. Rozdrobił wszystkie roślinki jakie znalazł, polał wodą  aż zrobiła się papka i nałożył to dziewczynie na ranę. Niezachęcająco to wyglądało, a jeszcze gorzej pachniało, ale przyniosło Karinie dużą ulgę.
- Coś mi się zdaje, że jutro nie będziesz mogła jeszcze chodzić. - stwierdził Ichiro.
- Ona jest wilkołakiem ciołku! Za pięć godzin nie będzie po tym złamaniu śladu! - wkurzyła się Sawa.
- A skąd ja to niby miałem wiedzieć!?
- Nie wiem, jak ty tak wszystko znasz, to o tym też powinieneś chyba przeczytać w tych swoich tajnych papierkach!
- Dziękuję, że uważasz, iż jestem taki mądry. - odezwał się z ironią w głosie Ichiro.
- Chciałbyś! Nawet mrówka ma większy mózg od ciebie!
- Tak się składa, że mrówki to bardzo mądre zwierzęta.
- To idź z nimi zamieszkać! Może znajdziesz wspólny język!
Chłopak tylko prychnął, cały czerwony.
- A spadaj na choinkę!
- Jakoś nie widzę żadnej w pobliżu, a chętnie bym to zrobiła!
I tak niedoszła Merlin Monroe i Casanova usiedli na przeciwległych końcach sofy, jak najdalej od siebie, uporczywie wpatrując się w podłogę.
- Zapowiada się interesujące popołudnie. - mruknął Faust sam do siebie. - Właściwie to od rana nie widziałem Angeli. Ciekawe, co ona porabia?
 
Dobra, zapomnieć trzeba kompletnie o tej strategii. Źle to rozegrał, źle ocenił Angelę! Wstał gwałtownie.
- Co robisz? - zapytała.
- Próbuję się stąd wydostać! - wrzasnął napierając z całej siły na drzwi.
- To nic nie da. Sam tak powiedziałeś. - powiedziała spokojnie. - Trzeba poczekać, aż zajdzie słońce.
Cholera, nie wytrzyma z nią w tym upale ani minuty dłużej! Jak można być tak spokojnym?! Zamkną cię w jednym pomieszczeniu z osobą, której nienawidzisz, nie znosisz, a ona mówi na to okej, usiądę sobie w kąciku na chwilę i poczekam, przecież to tylko siedem godzin.!
Chłopak nadal walił pięściami w drzwi.
Ogarnij się, Dymitrze!
- Weź się ogarnij. - oznajmiła Angela, jakby czytając w myślach chłopaka.
- Jak mam się, do cholery ogarnąć! Czy ty siebie słyszysz!? - wybuchnął chłopak. - Jak ty możesz być taka spokojna!
- Wyluzuj. - wampirzyca uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic. - Mam przy sobie przenośny zestaw do chińczyka. Chcesz zagrać?
Dymitr uderzył z bezsilności głową w ścianę.
 
- Ty neandertalczyku! Jak się nie znasz na modzie, to się nie wypowiadaj! - Sawa wytknęła Ichiro palcem. - Ta suknia to ostatni krzyk mody.
- Właściwie to Hrabia tylko tak twierdzi... - zauważył nieśmiało Faust.
- I ty przeciwko mnie!? - oburzyła się syrena.
- Dobrze gadasz, stary! - pochwycił myśl Ichiro. - To było modne trzy lata temu, te koronki to przeżytek.
- Kto to mówi!? Facet, który dzień w dzień nosi ten sam płaszcz oraz kapelusz!
 
Ktoś może mu powiedzieć dlaczego skończył grając różowymi pionkami w chińczyka ze swoim wrogiem? Jego duma jako Opętanego, została doszczętnie podeptana. Jak postanowił być na powrót oschły i sarkastyczny, to dziewczyna stwierdziła, że widać, iż dorasta, bo ma niezłą huśtawkę nastrojów. Dymitr poczuł się już ostatecznie dobity.
- Dlaczego ty masz niebieskie, a ja różowe? - zapytał z rezygnacją.
- Co mam niebieskie?
- Pionki?
- Mam niebieskie ponieważ nie lubię różowego. - odparła dziewczyna zbijając pionek Dymitra, bo stanęła na tym samym polu.
- A ja to niby lubię różowy!?
- Trudno, to mój zestaw do chińczyka.
 
- Ty nędzny robaku! Jak śmiesz się do mnie tak zwracać!? - wazon roztrzaskał się o ścianę tam, gdzie przed chwilą była głowa Ichiro.
- Jak ty nazwałaś mnie, idotko!? - filiżanka uderzyła w oparcie sofy, za którą chowała się Sawa.
- Rozejm, rozejm! - krzyczał na całe gardło Faust czołgając się po polu wymiany ognia dla ochrony okryty cały poduszkami.
 
Dymitr przegrał w chińczyka. Już gorzej być nie może.
- Jesteś w to beznadziejny, wiesz?
A nie, może być jeszcze gorzej.
- W ogóle to wyobrażałam sobie ciebie inaczej...
Dymitr nie wytrzymał. Ale ty jesteś dziwny! Nie no, chyba nie chcesz tego zjeść? Mówisz serio? Blabla, blabla, bla! Chłopak poderwał się z miejsca i rzucił na dziewczynę, przygważdżając ją do ziemi.
- Mam cię już dość! - wysyczał Opętany.
Angela nie mogła się ruszyć. Zaczynała się naprawdę go bać.
- Nie możesz mnie ugryźć, bo moja krew wzięta ode mnie bez pozwolenia, jest dla ciebie trucizną...
- To prawda. Jednak mogę cię po prostu zabić. - wyszeptał zaciskając palce na jej gardle.

Okej, jest kolejna część. Dostałam takiej jakby większej weny. :) Wyszła o wiele dłuższa niż zazwyczaj i co tu dużo mówić: historia prawie w ogóle nie posunęła się do przodu...
Pomimo tego myślę, że nie jest taka nudna, w każdym razie uznałam, że cały rozdział szósty będzie obfitował w dość zabawne, moim zdaniem, zdarzenia, bo poprzednio tylko walczyli i walczyli.
Jak myślicie, co wyjdzie z relacji i zakładu Ichiro i Sawy? Czy Dymitr zabije Angelę czy może zdarzy się jakaś rzecz, która ostudzi jego gniew? Ktoś otworzy te drzwi czy nie? Bardzo ciekawią mnie wasze pomysły. ;P
Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze i za wszystkie serdecznie dziękuję!

9 komentarzy:

  1. Hej, ciesze się, że tak szybko wstawiłaś kolejny rozdział :)
    Podpisuje się pod każdym z zadanych przez ciebie, tych pod częścią, pytań.
    Co będzie dalej??
    Kłótnie Sawy i Ichiro są super, prawie płakałam ze śmiechu :D
    Biedna Karina (żeby tak nogę jeszcze złamać?).
    Cały czas zastanawiam się co się stanie z Angelą, i co planuje Dymitr... ?
    Mam nadzieje, że już nie długo się tego dowiem ;)
    Życzę dużo weny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Angela szybko nie uwolni się od Dymitra. XD
      Dziękuję i Ty też się trzymaj ciepło!

      Usuń
  2. Hejo! :* Rozdział jak zawsze wspaniały! Ha! Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to to, że jest dłuższy! :D Ale nie przeszkadza mi to ^.^
    Kochana! Ja Cię będę wielbić za te wszystkie sceny pomiędzy Ichiro, a Sawą! Ja naprawdę uwielbiam te momenty, bo one są najlepsze! Jeszcze jak rzucali w siebie tymi wszystkimi rzeczami! Haha! Już sobie ro wyobrażałam i to, jak Faust chodził z tymi poduszkami! Chciałbym bardzo zobaczyć to na jawie, bo to naprawdę musiał być bezcenny widok! :D
    Wow! Hrabia pokazał Sawie te wszystkie sukienki? Nonono! A myślałam, że będzie po stronie Ichoro! Haha! A może Sawa mu się podoba? No zobaczy się! :D
    Heh. Nawet nie wiesz jaką miałam bekę, jak Dymitr wciąż coś gadał do Angeli, a ta odpodobała nie i nie, i nie, i nie. To było bezcenne *.* Może nie jest to śmieszne czy coś, ale wywołałaś tym na mojej twarzy szeroki uśmiech, za co Ci serdeczne dziękuję! :*
    No teraz tylko... Czy on ją zabije? Jestem w stu procentach pewna, że nie! :P Możliwe, że ktoś w końcu otworzy te drzwi, albo Dymitr po prostu zapatrzy się w śliczną twarz Angeli i to go zauroczy, bo dostrzeże w niej piękno i... I się zakocha. Będzie mu żal ją zabijać i za wszelką cenę będzie chciał zdobyć jej serce, a to będzie prawdziwa miłość. Nie zauroczenie, ale miłość :) Wiem, ale ja mam duszę romantyczki i nawet ucieszyłabym się, gdyby tak było. Naprawdę! :D
    Czekam kochana na kolejną wspaniałą notkę! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Dymitr pokocha Angelę mówisz? Interesująca hipoteza. XD Ale nic nie jest na razie wiadome, trzeba cierpliwie poczekać i pamiętać, że Dymitr jest, a raczej staram się żeby był, tym złym. ;)
      Naprawdę cieszę się, iż mój humor przypadł tobie do gustu. Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo za komentarz.

      Usuń
  3. Przez cały rozdział prawie płakałam ze śmiechu. Uwielbiam cię, kochana, a twój humor równie dobrze ;)
    Sawa i Ichiro <3 Oni mnie rozwalają na łopatki. Chcę ich jeszcze więcej! Swoją drogą chciałabym być przy tej ich kłótni i popatrzeć na latające wazony. I chciałabym zobaczyć Sawę w tej sukience. Hah, padłam, gdy przymierzala trzydziestą szóstą :')
    Angela i Dymitr, kolejny świetny duet. Tym razem jego plany legły w gruzach, a duma została urażona. Wszystko poszło nie tak, jak się spodziewał. Gra w chińczyka, no umarłam :') Uwielbiam cię, naprawdę.
    Czekam na kolejny rozdział, pozdrawiam i życzę mnóstwa weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się o Sawę i Ichiro - ich będzie jeszcze dużo, mogę to zapewnić w 100%. :)
      Bardzo mnie cieszy, że uwielbiasz mój humor.
      Wielkie pozdrowionka dla Ciebie i zapraszam na więcej Dymitra i Angeli w kolejnej części, która pojawi się niebawem. :)

      Usuń
  4. Kłutnia Ichiro i Sawy - boska!
    Angela i Dymitr - rozmowa przy chińczyku - padłam :D
    No i co za moment wybrałaś na przerwanie! Ale nie, Angela nie umrze. Coś musi się wydarzyć :)
    No i Karina - jednym słowem: Wielkie Auć! (tak, wiem że to nie jest jedno słowo :D )
    Życzę weny!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz - wiele on dla mnie znaczy. :) Postaram się szybko napisać dalszą cześć, aby za długi nie trzymać Cię w niepewności.

      Usuń
  5. "Lubisz ryż?" - no po prostu padłam :D Tak absurdalnego pytania nigdy nie słyszałam :D

    OdpowiedzUsuń

Witajcie wszyscy Kochani Nawiedzający. Miałabym małą prośbę: jeżeli czytacie, to napiszcie krótki komentarz; zostawcie mały ślad swojej bytności na moim blogu. Wszystkie komentarze dają mi ogromną motywację i zachętę do dalszego czytania. Za wszystkie także bardzo gorąco dziękuję.
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum.