Karina była totalnie wykończona przymierzaniem ciuchów przez przyjaciółkę. Najpierw sukienka w białe i niebieskie poziome pasy - Sawa stwierdziła, że ją pogrubia. Ubrała potem prawie identyczną, tylko z innym rozkładem pasków, a mianowicie pionowo - teraz wydaje się za chuda, tak jak kot Cornelii. Groszki - modne dwa sezony temu (do śmieci). Serduszka - zbyt dziwne. Kwiatki - zbyt babcine. W kółka i trójkąty - jest śliczna, ale to nie matematyka. Ta z koronką u dołu się syrenie w miarę podobała, ale Angela stwierdziła, że sukienka to nie firana... Na tą błękitną, szeroką, która zwężała się u samego dołu, że wygląda w niej jaj bombka na choinkę. Głęboki dekolt - nie pozwalaj sobie na za wiele. Długi rękaw - za mało romantycznie. I tak dalej i tak dalej...
Pół godziny później Karina podziękowała losowi za wyzwolenie. Nawet, co było nietypowe, nie wypytała ja o szczegóły tej randki, ale po prostu nie miała już siły psychicznej.
Teraz potrzebowała, odpoczynku. Ruch był do tego najlepszy. Ubrała dres, który bardziej nadawał się do tego co zamierzała robić przez resztę dnia, niż jakieś ciasne dżinsy. Wymknęła się niezauważona z domku i przeszła spokojnym krokiem przez miasto, aż dotarła do ostatnich zabudowań. Od tą jeszcze pięć kilometrów do lasu. Wsadziła sobie słuchawki w uszy i ruszyła truchcikiem przed siebie. Nie patrzyła na zegar, ale odkąd dobiegł do linii drzew i ją przekroczyła, szacowała, że minęło półtorej godziny, bo po takim czasie zazwyczaj zaczynała się męczyć.
Była dobrym biegaczem i o ile w mieście, wśród betonów i szkła, zawsze się gubiła, tak w lesie miała doskonałą orientację. Bez problemu oszacowała, ile przebiegła - trzydzieści kilometrów w głąb lasu na północny-wschód. Biegała jeszcze przez chwilę, po czym usiadła pod drzewem, zdjęła słuchawki i rozkoszowała się ciszą i spokojem wokół siebie, a także brakiem jakichkolwiek sukienek w groszki.
Cornelia poczekała, aż chłopak zje. Nie śpieszył się z tym za bardzo, czego nie dała mu nie zauważyć, posyłając co jakiś czas w jego stronę niecierpliwe spojrzenie. W końcu Haden skończył jeść i wstał od stołu, a ona ruszyła za nim.
- Powiesz mi, po co za mną idziesz? - spytał.
- Nie - ucięła krótko.
Zatrzymał się gwałtownie i obrócił powoli w jej stronę.
- Może zaczniemy od początku. - przywołał na twarz idiotyczny uśmiech. - Cześć, jestem...
- Haden. - wtrąciła się.
- Właśnie... - potwierdził trochę zdezorientowany. - A ty jesteś Koral, prawda?
- Dla przyjaciół! - syknęła wyprowadzając go z błędu. - Ty możesz na mnie mówić Cornelia Enigma.
Haden stanął jak wryty, a dziewczyna omal na niego nie wpadła.
- Mogę wiedzieć za co mnie tak nienawidzisz? - zapytał wyrzutnym z emocji głosem, patrząc jej prosto w oczy.
- Możesz.
- A oświecisz mnie?
- Ty wiesz. - odpowiedziała bez ładu i składu.
No w tym jednym pasuje do czarownicy. Gada tak tajemniczo, że więcej się nie da. O co jej chodziło?
Jednak natychmiast zdał sobie sprawę, że wie... To przez to co o niej sądzi. No, ale co miał na to poradzić?! Taka była prawda, ona nic nie umie! Niestety Koral o wszystkim wiedziała, w końcu umiała, jak to nazwała, czytać w myślach.
Koral... Piękne przezwisko. Przywodziło na myśl rafy koralowe na powierzchni w wodach Australii. Nie wiedział czy istnieją jakieś srebrne koralowce. Białe na pewno, ale srebrne? W każdym razie koralowiec o barwie jej oczu byłby piękniejszy niż wszystkie inne.
Dotarli do jego bolsy. Haden w dalszym ciągu nie wiedział o co jej chodził, czemu za nim szła. Myślał, że dziewczyna jak otworzył drzwi i wszedł do środka zawróci i pójdzie w swoją stronę, a ona podążyła natychmiast za nim. Bez żadnego skrępowania natychmiast skierowała się na schody, jakby była u siebie w domu. Weszła po nich na piętro i położyła rękę na klamce jedynych drzwi jakie były w małym korytarzyku.
Zanim Haden zdążył ją powstrzymać otworzyła drzwi, wchodząc do jego pokoju.
Cornelia ostatkiem sił powstrzymywała się od wybuchu śmiechem. Karina, Angela, a nawet Sawa dawno turlałyby się całe czerwone i wesołe po dywanie. Haden stanął za nią i westchnął zrezygnowany.
No, tak... Pokój chłopaka-czarownicy. Czego można byłoby się spodziewać?
W powietrzu unosił się babciny aromat szałwii. Kto nie znał się ani trochę na ziołach, nie wiedział, że to dla ochrony, ale tak czy tak zapach był strasznie... niemęski. Na elegancko zaścielonej aksamitnej, fioletowej pościeli walały się w ogromnym nieładzie ciuchy: podkoszulki, skarpetki nie od pary czy sprane dżinsy, a nawet znalazłyby się ze dwie pary butów. Sawa nie wyciąga aż tylu rzeczy, jak musi się zdecydować co ubrać rano, co Haden!
Podeszła do półek. Na jednej z nich leżały elegancko poskładane amulety z wielu rozmaitych piór, kości, czy metali. Obok w słoiku było zanurzone w płynie do konserwacji, którego nazwa wyleciała teraz Cornelii z głowy, serce bliżej niezidentyfikowanego zwierzęcia. Karteczka na słoju zapisana starannie wykaligrafowanym pismem zawierała jakąś długą dwuczłonową nazwę gatunkowa, która nie mówiła kompletnie nic dziewczynie o niedoszłym właścicielu tego organu. Stwierdziła, że każdy ma w pokoju to co lubi. Na następnej półce były książki. Ku jej zdziwieniu obok tytułów takich jak "Stara magia - rozszerzenie", "Anatomia płazów na przestrzeni wieków" czy "Znaczenie ziół w medycynie wojskowej" znalazła też takie, których tytuły były trochę inne: "Ostatnia noc nad oceanem", Utracona miłość zabija", a nawet "Zakochana w ideale" - denne romanse. Obok, na ścianie wisiał kalendarz z opalającą się młoda dziewczyną w skąpym bikini.
O, matko...
Cornelia nie wierzyła w to co widzi. Cały pokój był taki. Dziewczęcy idealny porządek, mieszał się z wielkim męskim ego, przez które panował i tak wieczny bałagan. Słowa przeczące sobie, ale tak najlepiej mogła ocenić to co widzi.
Haden obserwował jak bada jego pokój, a jej mina coraz bardziej wyraża totalne zdziwienie. Jednak Koral szybko się opanowała. Zrzuciła jego wszystkie ciuchy na podłogę i rozsiadła się wygodnie na jego łóżku.
- Minął prawie tydzień. - oświadczyła, gniotąc mu pościel. - Obiecałeś mnie uczyć, a tu nadal nic.
Haden myślał, że dziewczyna o tym głupiej obietnicy zapomniała, a tu się okazuje, że nie. Złość w nim niespodziewanie wzięła górę.
- I czego chcesz?! - wrzasnął.
Nawet się nie wzdrygnęła jego wybuch nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Najwyraźniej Angela umiała krzyczeć głośniej.
- Chcę żebyś złożył przysięgę krwi. - odpowiedziała spokojnie.
Złość Hadena natychmiast zastąpił nerwowy chichot. Przysięgę krwi? Naprawdę? Co ona sobie myśli?
- To nie jest zabawa, nie składa się jej w tak błahej sprawie.
Tym razem ona się zdenerwowała.
- Dla kogo błaha, dla tego błaha. - wydyszała mu w twarz, podchodząc zdecydowanie za blisko.
- Masz tu na pewno wszystko co będzie potrzebne.
Haden nie czuł się zbytnio komfortowo, ale nie miał zamiaru odpuścić, dając tym samym satysfakcję Koral. Z trudem zbliżył swoje usta do jej ucha.
- A jak tego nie zrobię? - spytał. - Nie jesteś u siebie tyko u mnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie. Wyciągnęła z kieszeni telefon, podeszła do regalu z książkami i zrobiła mu zdjęcie.
- To wtedy gwarantuje ci, że to zdjęcie zalepi w poniedziałek szczelnie Instituto, wszystkie korytarze i społeczeństwo dowie się, iż genialny Haden Fire ma bardzo podobne gusta czytelnicze do czirliderek.
- Dobra, wygrałaś. - syknął.
Wyminął ją, a następnie wziął spod ściany drabinę i umieścił ją tak by umożliwiała przejście przez klapę w suficie i wszedł na nią znikając na strychu. Jednak po chwili jego głowa pojawiła się tam znowu.
- Idziesz? - zawołał w stronę spoglądającej na niego tępo Koral.
- Idę, idę. - gderała, niepewnie wchodząc po niestabilnej, drewnianej drabinie.
Nie wiadomo czemu, ale to przewidział. Przy jej koordynacji ruchowej to się musiało po prostu stać. Kiedy Koral była na ostatnim stopniu, noga jej nie znalazła, oparcia i dziewczyna runęła z piskiem w dół. W ostatniej chwili silne ręce Hadena złapały ją i wciągnęły na górę.
Chłopak stwierdził, że Koral ma bardzo cieple dłonie i przez chwile wpatrywał się głupio w ich złączone ręce, aż nie wyrwała mu swoich rąk. Haden nieco zmieszany zaczął krzątać się po strychu, szukając potrzebnych rzeczy do złożenia przysięgi krwi. Było to w trochę wampirzym, jak to nazwał stylu, ale trudno. Kiedy postawił przed nią miskę, zioła, węgiel, pergamin, drewno i kilka innych niezbędnych rzeczy, nakłuł sobie palec igłą.
I nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko. Koral zobaczywszy jego krew, upadła ciężko na podłogę, tak, że tym razem Haden nie zdążył jej złapać. Spojrzała na niego niewidzącymi oczami oraz odezwała się niskim nieswoim głosem:
Krew.
Śmierć.
Dzieci Mrocznego Cesarza
podchodzą pod bramy
Długowiecznego Miasta.
Nie wszyscy są w murach.
Będzie walka.
Śmierć.
Krew.
Śmierć.
Krew.
Po czym zemdlała.
Haden nie na żarty przestraszony podbiegł po niej i zaczął ją nieudolnie cucić. Nigdy nie uważał na zajęciach z ratowania życia. Ile miało być tych uciśnięć klatki? Ma zrobić sztuczne oddychanie? A co jak ona się obudzi akurat wtedy gdy on będzie to robił? Nawrzeszczy na niego, nie ma co.
Na szczęście w tej chwili Cornelia podniosła się gwałtownie z podłogi, ciężko dysząc.
- Co to było? - zapytał skołowany Haden.
- Wizja. - odpowiedziała spokojnie.
Ona miała wizje! Przecież to strasznie rzadkie. I to akurat ona ma ten niesamowity dar!
- Wiesz kiedy się spełni?
Chciała odpowiedzieć, że nie, ale w tej chwili usłyszała dźwięk ostrego alarmu, nadawanego z wieży ratusza.
- Teraz. - widać było że jest nieźle przestraszona. Opętani atakują.
Chłopak chciał ją jakoś pocieszyć bo wiedział, że wizje są bardzo trudnym przeżyciem.
- Tutaj nic nam nie grozi. Nie wejdą do miasta, nie przekroczą granicy drzew. Z Ciudad Vieja ich powstrzymają.
- Ty nie rozumiesz! Karna!
- Jaka kara? Znowu zrobiłem coś nie tak? Powiedziałem coś?
- Nie kara, tylko Karna! Dzisiaj jest sobota, więc ona jest na pewno w lesie.
No więc zaczyna się coś dziać. Miłego dnia, życzę, choć jest po 21. ;D
Nie jestem dobra w przepowiedniach, ale postaram się poprawić.
Twoja przepowiednia nie jest zła, ja bym ją troszkę… hm… przedłużyła ? No chyba tak :D
OdpowiedzUsuńAlbo wydłużyła…
Mniejsza o to. Rozdział (jak zwykle) świetny ;)
Życzę weny :*
Dziękuję, postaram się wymyślać dłuższe i może trochę bardziej... tajemnicze. ;D
UsuńBardzo mi się podoba ten rozdział i z niecierpliwością czekam na następne!
OdpowiedzUsuńCoraz bardziej podoba mi się postać Hadena. Przypominam o twojej obietnicy...
Weny!
Hmm... Teraz (niestety) zostawię na chwilę Hadena i skupię sie na innych bohaterach. ;P
UsuńI tak wiem, wiem więc piszę, piszę.
Hej. Ja na miejscu Karini też byłabym nieźle wykończona, gdybym musiała wybierać z przyjaciółka ciuchy. Owszem. Nie przeszkadza mi to, ale żeby marudzić, bo to mnie pogrubia, w tym wyglądam jak bombka, a w tym tak. To juz przesada. Heh. Haden ma pokój w stylu dziewczyńskim? Zabawne xD Ta wizja fajnie Ci wyszła. Gratuluję :D Robi się coraz ciekawiej!
OdpowiedzUsuńmadziula0909
Potem będzie moim zdaniem coraz lepiej. :)
UsuńSzantaż Koral, był według mnie lekko dziecinnym posunięciem. Ona zupełnie na siłę chce wyciągnąć od niego informacje i chce, żeby ją trenował. Trochę śmieszne mi się to wydaje.
OdpowiedzUsuńNo ale mnie zaciekawiłaś tą akcją z wizją! No i jeszcze alarm że oni już atakują, mega ^^ Jeśli dobrze myślę, to pewnie wszyscy polecą ratować tą Karne? Oby nic im się nie stało :)
Opętani? Co to może oznaczać? Bardzo spodobał mi się opis pokoju Haydena. To ciekawe połączenie tego wszystkiego sprawia, że można na niego spojrzeć z zupełnie innej perspektywy :)
OdpowiedzUsuńWybacz, że tak wolno nadrabiam czytanie rozdziałów, ale mam zaległości nie tylko u Ciebie :)
http://magiafuego.blogspot.com