Byk był ogromny. Jego brunatna stercząca sierść dodatkowo
nadawała mu jeszcze większej postury. Bestia biegła prosto na nich. Haden
niewiele myśląc, rzucił się by zabrać Cornelię spod zasięgu jego rogów. Chwycił
dziewczynę w pasie i przeturlał się z nią na bok tuż przed pyskiem bestii w
ostatniej chwili ratując ich oboje przed nadzianiem się jak rożen. Byk
poszarżował z rozpędu dalej, aż zatrzymał się na pobliskim drzewie.
- Aua! - syknęła Cornelia. -Ładnie to tak rzucać się na
ludzi?
Dziewczyna leżała na trawie, przygniatając chłopaka swoim
ciężarem. On obejmował ją opiekuńczo w pasie i przyciskał do siebie, nadal
niepewny czy jest bezpieczna.
- Ty trochę nie przesadzasz? - Cornelia jeszcze bardziej
się zdenerwowała, kiedy zdała sobie sprawę, że jest w objęciach Hadena.
- Może takie małe dziękuję? - odciął się, zmieszany zabierając
ręce z jej tali.
- A niby za co? - mruknęła próbując wstać.
Nie było to łatwe, bo chłopak uderzając w ziemię
najprawdopodobniej zbił sobie biodro i każdy jej ruch sprawiał mu pewnie nie
mały ból. Dziewczyna, z satysfakcją oraz aby jeszcze bardziej wyrazić
swoje niezadowolenie z zaistniałej
sytuacji, wstając wbiła mu łokcie w pierś, a kolana w brzuch. Haden syknął z
bólu.
W tym monecie byk uwolnił rogi, które utknęły mu w pniu i
obrócił się w ich stronę, zaczynając natychmiast szarżować, zwiesiwszy nisko
łeb w pozycji gotowej do ataku.
Haden podniósł się niepewnie na nogach. Po mimo bólu
stanął mu na drodze ze sztyletami, trzymając je umiejętnie w dłoniach. Na ten
widok Cornelia tylko prychnęła, nawet nie ruszając się z miejsca by mu pomóc.
Bk był coraz bliżej, kiedy dzieliło ich od siebie dziesięć
metrów Haden zaatakował. Rzucił się naprzód. Zrobił bestii głębokie rozcięcie
nad brwią (o ile to coś można tak nazwać). Rozwścieczony byk chciał go wsiąść
na rogi, ale dobrze nie wymierzył i chybił robiąc chłopakowi tylko głęboką
ranę na brzuchu, zamiast zabicia go.
Haden obficie krwawiąc upadł na ziemię i jak przez mgłę
usłyszał głos Koral:
- Nadal twierdzisz, że jesteś niepokonany?
Nazywam się Dymitr Dark. - przedstawił się wampir.
Fausta przeszły ciarki. Tak nazywał się drugi co do wieku
syn Mrocznego Cesarza. Jeżeli to on, to nie mają żadnych szans.
Jednak Angela nie zamierzała się podać. Szybko naciągnęła
cięciwę łuku i wystrzeliła strzałę w kierunku Dymitra siedzącego wysoko na
gałęziach drzewa. Trafiła z ogromną siłą i precyzją. Strzała utknęła po same
pióra w piersi opętanego. Lecz on się nawet tym nie przejął. Popatrzył na
patyczek wystający mu z ciała, chwycił go za jego koniec i bez problemu
wyszarpnął z piersi. Rana powstała po strzale już się goiła. Powąchał drewno i
spytał:
- Sosna? Nie masz nic lepszego, krwinko? - uśmiechnął się
drapieżnie zeskakując na ziemię, a przyjaciele natychmiast się odsunęli. -
Potrzebujesz drewna z drzewa liściastego na drzewiec, a nie sosny. - odrzucił
niepotrzebna strzałę w krzaki i powoli podchodził do dziewczyny. - Tym mnie nie
zabijesz, krwinko.
Faust pomyślał, że dobrze będzie o tym pamiętać, tak jak
na wilkołaki trzeba mieć srebro lub jakieś stopy z jego domieszką, tak na
wampiry kołki z drzew liściastych.
Angela napięła po raz kolejny łuk, ale Dymitr był
szybszy. Zanim Faust zdążył zareagować wbił swoje kły w szyję dziewczyny.
Haden nie rozumiał dlaczego ona się go o to pyta w takiej
chwili. Czy aż tak go nie lubi, czy nawet nienawidzi, żeby nie żałować go jeśli
umrze? Po mimo tej myśli odpowiedział:
- Nie, nie
twierdzę.
- No nareszcie. - Cornelia się uśmiechnęła, a on nie
rozumiał tego gestu.
Parzył jak dziewczyna szybko się schyla, by podnieść z
ziemi kamyk, a następnie rzuca nim w łeb
byka. Dlaczego ona to zrobiła? Nie wiedział, ale widział jak bestia obraca się
w jej stronę, biorąc ją za swój nowy cel i zapominając całkowicie o nim.
Chłopak chciał krzyczeć, żeby nie była taka głupia i uciekała, ale ona stanęła,
rozłożyła ręce i wbiła swój wzrok prosto w pałające nienawiścią oczy byka.
Tego co potem się stało nie umiał wytłumaczyć. Bestia
zatrzymała się nagle, zachwiała na nogach, a potem runęła nieprzytomna na
ziemię. Cornelia podeszła do porzuconej broni chłopaka, a następnie chwyciła ją
i poderżnęła opętanemu gardło. Polała się bordowa krew plamiąc jej całe
spodnie, a ona najnormalniej w świecie, wstała i spojrzała na niego.
- I co? Nadal twierdzisz, że nie poradzę sobie sama? -
przyglądała mu się badawczo, a gdy jej wzrok padł na obficie krwawiącą ranę na
jego brzuchu i podartą koszulę, sięgnęła coś z kieszeni. - Masz. - powiedziała,
rzucając tą rzecz w jego stronę. – Wypij, zanim się wykrwawisz.
Haden złapał niezdarnie małą buteleczkę, którą mu ofiarowała
i ze zdumieniem zobaczył, że trzyma na dłoni Veneno.
Dymitr nie był głodny, ale żadnej okazji na pożywienie
się nie można zmarnować. Ugryzł ją szybko, szykując się na smakowity aromat jej
krwi, ale ku jego zdziwieniu poczuł jak bordowy płyn pali mu wnętrzności
piekielnym ogniem.
Upadł ciężko na ziemię. Czy naprawdę miał takiego pecha,
żeby trafić na nieokreślonego wampira?
Dobrze wiedział dlaczego jego organizm tak zareagował na
krew tej dziewczyny.
Krew innego wampira wzięta od niego bez jego zgody jest śmiertelną
trucizną. To było jedno z głównych praw rządzących jego światem.
Coraz ciężej mu było oddychać, żołądek przepalała jej
krew, a mięśnie zaczęły mu sztywnieć.
- Co to było? - spytał Hubert z nutą, która zdradzała
jego ogromny strach.
Sawa prychnęła. Jak można się tak wszystkiego bać? Lecz naprawdę
coś słyszała. Szelest po ich prawej
stronie. Podniosła się z ziemi, czujna, uważając na każdy, nawet najmniejszy,
odgłos.
- Opętany wilkołak! - pisnął jej chłopak wskazując jakiś
kształt pomiędzy drzewami.
Spojrzała w tamtym
kierunku.
Z cienia wyłonił się ogromny, bo ponad dwumetrowy wilk. Stąpał
po leśnej ściółce bezszelestnie, a jego złota i
zadziwiająco miękka sierść falowała poruszana lekkim wiaterkiem.
Chwila... Syrena poprawiła się patrząc na niego, a raczej na nią... to była
wilczyca.
Hubert cały dygotał za jej plecami.
- Zaraz zaatakuje! - wyjęczał. - Pożre nas!
Lecz wilczyca nie zaatakowała ich. Stała tylko,
przyglądając im się z lekko przekrzywionym gigantycznym łbem.
- Chwila... - Sawa podeszła do zwierzęcia, nie zważając
na protesty Huberta i spytała, patrząc wilczycy prosto w oczy:
- To ty, Karna?
Obserwowała umierającego Dymitra. Ten z trudem wyciągnął rękę
w której trzymał kołek, na pewno, tym razem, był zrobiony z drzewa liściastego.
- Zabij mnie. - szepnął.
Po czym gwizdnął cicho. Z pomiędzy drzew natychmiast
wybiegł pies, a raczej kojot wielkości dorosłego owczarka niemieckiego, cały zrobiony
z dymu. Awatar opętanego. Chłopak pogłaskał go czule po łbie.
- Zaopiekuj się nim. - dodał, po czym stracił przytomność.
- Zabijesz go czy ja mam to zrobić? - spytał Faust za jej
plecami.
- Nie, nie zabijajmy go.
- Co? - zdziwił się chłopak. - Przecież to syn Cesarza!
Musi zginąć.
Angela popatrzyła na przyjaciela i odparła.
- Nie. Nie zabiję bezbronnego.
Po czym uklękła obok Dymitra, wyjęła małą buteleczkę
Veneno, którą dostała od Cornelii i wlała nieprzytomnemu opętanemu jej zawartość
do ust.
- Chodź. - nakazała Faustowi, wstając, łapiąc za obroże
kojota, który podreptał za nią posłusznie dalej w las.
Oniemiały chłopak dogonił ją po kilku metrach.
- Nie dość, że go nie zabiłaś, to jeszcze uratowałaś? - zapytał
chcąc się upewnić.
- Myślę, że tak będzie dobrze. Coś we mnie kazało mi to zrobić.
Szli chwile w milczeniu. Nie chcieli zaczynać tej
rozmowy.
- Faust? - spytała w końcu.
- Tak? - dał łagodnie do zrozumienia, że sucha.
- Jestem wampirem, prawda? - spytała.
Nie musiał odpowiadać, wyczytała to co chciała z jego
oczu. Momentalnie zalała się słonymi łzami. Chłopak przytulił ją czule.
- To tłumaczy twoją wrażliwość na światło. Teraz już wszystko
będzie dobrze. - szepnął jej we włosy.
- Wiesz, że nie będzie. - wychlipała, mocząc mu swoimi
obfitymi łzami koszulę. - Za kilka godzin będę miała Obłęd Wysunięcia Kłów i ty
dobrze o tym wiesz.
Wszystko zaczyna się kończyć dobrze, w każdym ranie prawie... ;P
Dodałam opis Dymitra do postaci bo będzie ważny w późniejszych rozdziałach.
Proszę komentujcie.
Zakończenie tego rozdziału już w czwartek! :D
Świetne!
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział. Życzę dużo weny!
J.
Dziękuję, że czytasz. :D
UsuńBoże ten rozdiał jest GENIALNY !!! Pisz pisz dużo weny i już nie mogę się doczekać czwartku :)
OdpowiedzUsuńAn.
Dzięki. Ty też pisz. ;P
UsuńDziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!! Ty wiesz za co. Tylko dlaczego Angela płacze?
OdpowiedzUsuńWiem, wiem, a Ty się tego dowiesz już niedługo.
UsuńWilk tak słeg :3
OdpowiedzUsuńRozdział świetny ;3
Życzę weny :)
Thanks. Wilkołak to może trochę oklepany temat, ale postaram się to zmienić. :D
UsuńNie no ja to mam farta <3
OdpowiedzUsuńJak byn nie weszła na twojego bloga nie mogłabym stwierdzić że ten blog JEST NAJLEPSZY jaki w życiu czytałam a czytałam ich wiele oczywiście mam pare swoich ulubionych blogòw które mi się podobają ale ten jest świetny. :-D
Dziękuję, że tak pozytywnie go oceniłaś. ;P
OdpowiedzUsuńGenialny blog! Piszesz naprawdę świetnie! Niestety, ale nie ma zbyt wielu słów, które mogłyby go opisać. Wspaniały, fantastyczny i genialny! Tylko to mi przychodzi do głowy. Nie mogę się kolejnych części i rozdziałów!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny!
Cieszę się, że Ci się podoba.
UsuńRozdział chyba najlepszy, jaki przeczytałam. Oczywiście inne też są mega xD Angela jest wampirem?! Nie mogę w to uwierzyć! A Karna jest jednak wilkołakiem. Cóż. Mogłam się tego domyślić, skoro biegała na czterech łapach xD Cornelia zdziwiła mnie swoim zachowaniem. Skoro jest taka... Potężna? To dlaczego od razu nie zabiła tego byka tylko wtedy, kiedy Haden został ranny? Tak bardzo go nie lubi? Ten Hubert to straszy tchórz. Sawa z nim zerwie, prawda?
OdpowiedzUsuńmadziula0909
Nie mogę zrozumieć jak Cornelia może go tak traktować, w końcu uratował jej życie, a ona jakby nic sobie z tego nie robiła :) Rozdział genialny, świetnie opisana bitwa, jak zawsze :)
OdpowiedzUsuń