piątek, 7 lutego 2014

Rozdział III część 3


- Angela już do niej dzwoniła, ale Karna nie odbiera. - żaliła się Cornelia, odkładając telefon.
Podniosła się z fotela na strychu i szybko skierowała się do klapy by nią przejść do pokoju Hadena. Gdy już zeszła, tym razem bezpiecznie, po drabinie usłyszała za sobą głos chłopaka:
- A ty gdzie idziesz?
- A jak myślisz? - odpowiedziała sarkastycznie. - Szukać jej.
- Sama? Do lasu?
- Tak, do lasu i nie, nie sama. Sawa przerwała randkę i dołączy się do nas ze swoim chłopakiem, a oprócz niej będzie jeszcze Angela oraz... - tu się zawahała, bo nie wiedziała jak chłopak zareaguje na tą informację. - oraz twój brat.
Haden zesztywniał.
- Idę z wami. - odpowiedział od razu. Przecież nie będzie gorszy od swojego brata.
- Nie idziesz. Zostajesz.
- Czemu nie poradzicie sobie beze mnie.
- Obejdzie się!
Co on sobie myśli, że nikt nie umie sobie bez niego poradzić?
- Nikt z waz nie umie walczyć. W lesie jest teraz pełno opętanych. Na pewno na jakichś się natkniecie, a wtedy po was. Zresztą sama przepowiedziałaś walkę.
- Mamy żywioły do obrony. - odparła zniecierpliwiona dziewczyna.
- Których używanie bardzo szybko was wycieńczy.
Cornelia zdała sobie sprawę, że nie pozbędzie się go.
- Dobra możesz iść. - rzuciła przez ramię otwierając drzwi.
- Super. Poczekaj tylko chwile muszę wsiąść...
- ...ciepły szalik, bo na dworze jest zimno, a boję się przeziębić. - dokończyła zgryźliwie za niego.
- Nie! - zaprzeczył. - Muszę wsiąść to.
Haden podszedł do swojego łóżka, sięgnął pod poduszkę i wydobył spod niej dwa lśniące sztylety z drewnianymi rzeźbionymi rączkami. Pomachał nimi Cornelii przed nosem, mijając ją i schodząc po schodach.
- Ojej. - stęknęła dziewczyna. - Naprawdę? Śpisz z nożami pod poduszką?
- A co w tym dziwnego? - odparł otwierając frontowe drzwi oraz przepuszczając ją by prowadziła go na miejsce spotkania. - To na wypadek, jakby mnie ktoś zaatakował w nocy.
- Serio? Przyjdzie ktoś jak będziesz spał i cię zaatakuje? Niby czemu? - pokręciła z niedowierzaniem głową. - Za dużo czytasz tych romansów.
Ruszyła szybkim krokiem przez miasto, a za nią dreptał speszony Haden.
Haden zadzwonił jeszcze do Dorydy, o wsparcie powietrzne, a ona o dziwo się zgodziła. Na miejscu był już Faust i Angela, która miała przewieszony przez ramię potężny dębowy łuk, a w biodrach przywiązany pas z małą apteczką. Jego brat natomiast, ku jego zdziwieniu trzymał pewnie młot kowalski i bawił się nim od niechcenia, żonglując w prawej ręce. Co prawda Haden wiedział, że Faust kompletnie nie umie używać go do czegoś innego jak walenie nim w kuźni, ale może się przecież nauczyć. Grunt to mieć komuś czym przywalić, nawet jeżeli na oślep.
Po pięciu minutach dołączyła do nich Sawa w przewiewnej granatowej sukience i butach na dziewięcio-centymetrowych obcasach. Wszyscy zastanawiali się jak ona w tym co miała na sobie będzie chodzić po lesie, jednak akurat Sawa wykazywała największe zaangażowanie do sprawy. Dodatkowo zmusiła tego chłopaka do przyjścia tu z nią i pomocy w szukaniu Kariny. No właśnie kim on był?
- To jest twoi nowy chłopak, Marek? - zapytał Faust wskazując na nieznajomego blondyna palcem. - Ten z którym byłaś w poniedziałek w kinie?
- Oczywiście, że nie! - oburzyła się syrena. - Marek jest okropny! Zerwałam z nim po tym kinie. Nie ma krzty romantyzmu w sobie. - chwyciła blondyna za rękę. - Nie to co Hubert.
Faust zanotował, że jeśli chce kiedyś umawiać się z tymi wszystkimi laskami, które proszą go o biżuterię to musi się nieźle postarać by przebić Sawę. Trzech facetów w pięć dni? To jest nienormalne!
- Okej. - Zabrała głos Doryda, a wszyscy aż podskoczyli zdziwieni, że się odezwała. - Nie mam zamiaru stać tu cały dzień i słuchać waszego paplania więc idziemy szukać tej jakoś tam czy nie?
- Ona ma na imię Karina. - zauważył Haden.
- No i?
- Dobra, koniec pogaduszek musimy znaleźć Karnę zanim coś jej się stanie. - wtrąciła Angela. - Podzielimy się na trzy grupy, a właściwie cztery: Doryda poleci na zachód, Haden z Koral na wschód, a ja z Faustem na południe, natomiast Sawa z Hubertem na północ, zrozumiano?
- Ki. - odparła syrena.
- Co, jakie kiwi? - zdziwiła się Cornelia.
- Ki.- pospieszył z wyjaśnieniami Hubert. - To skrót od okej. Ok jest takie... powszechne.
- Prawda, że jest słodki? - zapytała Sawa przyjaciół, wtulając się w pierś chłopaka.
- No zapewne... - Faust miał minę jakby zobaczył różowego słonia z baletkami na nogach.

Karina usłyszała alarm nawet z takiej odległości. Natychmiast sięgnęła po komórkę by zadzwonić do przyjaciół, ale przypomniała sobie, że przecież słuchała muzyki i rozładowała przez to całą baterię.
Czyli będzie musiała sama dotrzeć do miasta, możliwie najszybciej, że by nie denerwować przyjaciół. Miała nadzieje, że nie zaczną jej szukać bo to byłoby z ich strony bardzo lekkomyślne. Po pierwsze nie przejdą takiej długiej drogi. Będą szukać w promieniu co najwyżej dziesięciu kilometrów, a to zdecydowanie za mało. Najprawdopodobniej sami by się pogubili, a wtedy opętani mają ich na wyciągniecie ręki. staną się zdecydowanie za łatwym celem dla nich.
Właśnie opętani...
Dziewczyna usłyszała łamiącą się gałązkę za nią. Nie oglądając się za siebie przyspieszyła kroku, a następnie zaczęła biec. W tym samym czasie osoba kryjąca się w zaroślach postanowiła przestać się chować  i zaatakować bez większych podchodów. Karina przyspieszyła świadoma zagrożenia, jednak ten kto ją ścigał także przyspieszył i systematycznie zmniejszał dystans.
Dziewczyna się w końcu zadyszała. Biegła już tak długo. Bolały ją nogi i ręce.
No właśnie ręce. Karina stwierdziła, że to troszeczkę dziwne, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać bo skupiła całą swoją uwagę by wydobyć ostatnie siły i biec, biec... Goniący ją opętany nie wyglądał na zmęczonego, ani nawet trochę zasapanego.
Karina obejrzała się w pewnym momencie za siebie. Był to ogromny błąd. Gonił ją tygrysołak w swojej zwierzęcej postaci. Ogromny zwierz dawał ogromne susy, bez trudu omijając przeszkody napotkane na swojej drodze.
Dziewczyna musiała mu uciec. Wiedziała, że jeśli jej się to nie uda to zostanie przez niego pożarta. Nogi oraz ręce bolały ją coraz bardziej. Miała wrażenie, iż jej własne kości rozsadzają jej kończyny od środka, a mięśnie tylko chcą napęcznieć by wydostać się na zewnątrz. Dodatkowo jej wzrok się zamglił, a potem z powrotem wyostrzył. Przez to prawie wpadła na sosnę. Ale na tym nie poprzestało, poczuła dziwny zapach, nigdy dotąd takiego nie spotkała, był tak intensywny i duszący, że miała ochotę paść na ziemie i się nie ruszać. Potem znowu wzrok jej się zamglił. Myślała, iż mdleje, ale prawie natychmiast odzyskała ostrość widzenia. Spojrzała na swoje ręce, które teraz naprawdę bolały ją jak diabli.
Z wrażenia omal się nie zatrzymała. Jej dłonie porastało szorstkie złote futerko, które z każdą chwilą rosło i twardniało. Najgorsze były jednak paznokcie. Głupią myślą Kariny było, iż gdyby zobaczyła je teraz Sawa to na pewno dostałaby palpitacji. Długie i zakrzywione wyglądały jak pazury.
Po chwili poczuła, że już nie może ustać dalej na dwóch nogach. Padła wykończona na ściółkę. Tygrysołak za nią wydał ryk tryumfu doganiając swoją ofiarę.
Gdy Karinę dzieliło od nieuchronnej śmierci sto metrów zebrała się w sobie i zerwała do biegu resztkami sił, o których istnieniu nie miała pojęcia.
Tylko, że teraz bieg zdawał się łatwiejszy. Co jeszcze bardziej niepokojące biegła na czworakach, a może raczej trafniej byłoby powiedzieć na czterech łapach.

Po pierwsze chciałabym przeprosić kochaną Margaret. Wiem, że obiecałam Ci, że pojawi się Dymitr w tej części, ale niestety będziesz musiała poczekać na następny podrozdział bo ten się trochę niestety rozciągnął. Bardzo cię przepraszam i postaram się poprawić. ;)
A tak w ogóle to mam nadzieję, ze wszystkim którzy to czytają ta część się podobała. Proszę jeżeli to przeczytaliście to napiszcie komentarz, ponieważ nawet jedno zdanie daje mi ogromną motywację do dalszego pisania.
Z góry Bardzo dziękuję,
L.d.A

9 komentarzy:

  1. Pierwsza ! :3
    Może ona zamieni się w kotka ? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne!
    Czekam na NN!
    Julie

    OdpowiedzUsuń
  3. W kota raczej nie ale w coś napewno. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No dobra wybaczam ci.
    Tak naprawdę nie byłam nawet odrobinę zła, a już na pewno nie jak przeczytałam ten podrozdział. jest super! Pisz dalej a mną się nie przejmuj. No chyba kiedyś, w końcu się na niego doczekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać już w niedzielę. :-D Super, że Ci się podoba.

      Usuń
  5. Rozdział świetny! W co ona się zmieniła? Muszę czytać dalej xD
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, jestem tutaj ponownie. Wybacz, że uznałam Dorydę za anioła, ale tak mi się po prostu skojarzyło. Teraz już będę wiedzieć, co to, kto to :)
    Akcja poszukiwawcza zapowiada się bardzo ciekawie już na wstępie :) Ale i tak najbardziej zaintrygował mnie ów tygrysołak xD
    Widzę, że dziewczyna ma nowe zdolności, które ciekawie wyglądają już na wstępie. Mam nadzieję, że ona ujdzie z życiem, tak samo jak paczka poszukiwaczy :D
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowite! W kogo przemieniła się Karina? A raczej w co?! :)

    OdpowiedzUsuń

Witajcie wszyscy Kochani Nawiedzający. Miałabym małą prośbę: jeżeli czytacie, to napiszcie krótki komentarz; zostawcie mały ślad swojej bytności na moim blogu. Wszystkie komentarze dają mi ogromną motywację i zachętę do dalszego czytania. Za wszystkie także bardzo gorąco dziękuję.
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum.