- Angela już do niej dzwoniła, ale Karna nie odbiera. -
żaliła się Cornelia, odkładając telefon.
Podniosła się z fotela na strychu i szybko skierowała się
do klapy by nią przejść do pokoju Hadena. Gdy już zeszła, tym razem bezpiecznie,
po drabinie usłyszała za sobą głos chłopaka:
- A ty gdzie idziesz?
- A jak myślisz? - odpowiedziała sarkastycznie. - Szukać
jej.
- Sama? Do lasu?
- Tak, do lasu i nie, nie sama. Sawa przerwała randkę i
dołączy się do nas ze swoim chłopakiem, a oprócz niej będzie jeszcze Angela
oraz... - tu się zawahała, bo nie wiedziała jak chłopak zareaguje na tą
informację. - oraz twój brat.
Haden zesztywniał.
- Idę z wami. - odpowiedział od razu. Przecież nie będzie
gorszy od swojego brata.
- Nie idziesz. Zostajesz.
- Czemu nie poradzicie sobie beze mnie.
- Obejdzie się!
Co on sobie myśli, że nikt nie umie sobie bez niego poradzić?
- Nikt z waz nie umie walczyć. W lesie jest teraz pełno
opętanych. Na pewno na jakichś się natkniecie, a wtedy po was. Zresztą sama
przepowiedziałaś walkę.
- Mamy żywioły do obrony. - odparła zniecierpliwiona
dziewczyna.
- Których używanie bardzo szybko was wycieńczy.
Cornelia zdała sobie sprawę, że nie pozbędzie się go.
- Dobra możesz iść. - rzuciła przez ramię otwierając drzwi.
- Super. Poczekaj tylko chwile muszę wsiąść...
- ...ciepły szalik, bo na dworze jest zimno, a boję się
przeziębić. - dokończyła zgryźliwie za niego.
- Nie! - zaprzeczył. - Muszę wsiąść to.
Haden podszedł do swojego łóżka, sięgnął pod poduszkę i
wydobył spod niej dwa lśniące sztylety z drewnianymi rzeźbionymi rączkami. Pomachał
nimi Cornelii przed nosem, mijając ją i schodząc po schodach.
- Ojej. - stęknęła dziewczyna. - Naprawdę? Śpisz z nożami
pod poduszką?
- A co w tym dziwnego? - odparł otwierając frontowe drzwi
oraz przepuszczając ją by prowadziła go na miejsce spotkania. - To na wypadek,
jakby mnie ktoś zaatakował w nocy.
- Serio? Przyjdzie ktoś jak będziesz spał i cię
zaatakuje? Niby czemu? - pokręciła z niedowierzaniem głową. - Za dużo czytasz
tych romansów.
Ruszyła szybkim krokiem przez miasto, a za nią dreptał
speszony Haden.
Haden zadzwonił jeszcze do Dorydy, o wsparcie powietrzne,
a ona o dziwo się zgodziła. Na miejscu był już Faust i Angela, która miała
przewieszony przez ramię potężny dębowy łuk, a w biodrach przywiązany pas z
małą apteczką. Jego brat natomiast, ku jego zdziwieniu trzymał pewnie młot
kowalski i bawił się nim od niechcenia, żonglując w prawej ręce. Co prawda
Haden wiedział, że Faust kompletnie nie umie używać go do czegoś innego jak walenie
nim w kuźni, ale może się przecież nauczyć. Grunt to mieć komuś czym przywalić,
nawet jeżeli na oślep.
Po pięciu minutach dołączyła do nich Sawa w przewiewnej
granatowej sukience i butach na dziewięcio-centymetrowych obcasach. Wszyscy zastanawiali
się jak ona w tym co miała na sobie będzie chodzić po lesie, jednak akurat Sawa
wykazywała największe zaangażowanie do sprawy. Dodatkowo zmusiła tego chłopaka
do przyjścia tu z nią i pomocy w szukaniu Kariny. No właśnie kim on był?
- To jest twoi nowy chłopak, Marek? - zapytał Faust
wskazując na nieznajomego blondyna palcem. - Ten z którym byłaś w poniedziałek
w kinie?
- Oczywiście, że nie! - oburzyła się syrena. - Marek jest
okropny! Zerwałam z nim po tym kinie. Nie ma krzty romantyzmu w sobie. -
chwyciła blondyna za rękę. - Nie to co Hubert.
Faust zanotował, że jeśli chce kiedyś umawiać się z tymi
wszystkimi laskami, które proszą go o biżuterię to musi się nieźle postarać by
przebić Sawę. Trzech facetów w pięć dni? To jest nienormalne!
- Okej. - Zabrała głos Doryda, a wszyscy aż podskoczyli
zdziwieni, że się odezwała. - Nie mam zamiaru stać tu cały dzień i słuchać
waszego paplania więc idziemy szukać tej jakoś tam czy nie?
- Ona ma na imię Karina. - zauważył Haden.
- No i?
- Dobra, koniec pogaduszek musimy znaleźć Karnę zanim coś
jej się stanie. - wtrąciła Angela. - Podzielimy się na trzy grupy, a właściwie
cztery: Doryda poleci na zachód, Haden z Koral na wschód, a ja z Faustem na
południe, natomiast Sawa z Hubertem na północ, zrozumiano?
- Ki. - odparła syrena.
- Co, jakie kiwi? - zdziwiła się Cornelia.
- Ki.- pospieszył z wyjaśnieniami Hubert. - To skrót od
okej. Ok jest takie... powszechne.
- Prawda, że jest słodki? - zapytała Sawa przyjaciół,
wtulając się w pierś chłopaka.
- No zapewne... - Faust miał minę jakby zobaczył różowego
słonia z baletkami na nogach.
Karina usłyszała alarm nawet z takiej odległości.
Natychmiast sięgnęła po komórkę by zadzwonić do przyjaciół, ale przypomniała
sobie, że przecież słuchała muzyki i rozładowała przez to całą baterię.
Czyli będzie musiała sama dotrzeć do miasta, możliwie
najszybciej, że by nie denerwować przyjaciół. Miała nadzieje, że nie zaczną jej
szukać bo to byłoby z ich strony bardzo lekkomyślne. Po pierwsze nie przejdą
takiej długiej drogi. Będą szukać w promieniu co najwyżej dziesięciu
kilometrów, a to zdecydowanie za mało. Najprawdopodobniej sami by się pogubili,
a wtedy opętani mają ich na wyciągniecie ręki. staną się zdecydowanie za łatwym
celem dla nich.
Właśnie opętani...
Dziewczyna usłyszała łamiącą się gałązkę za nią. Nie
oglądając się za siebie przyspieszyła kroku, a następnie zaczęła biec. W tym
samym czasie osoba kryjąca się w zaroślach postanowiła przestać się chować i zaatakować bez większych podchodów. Karina
przyspieszyła świadoma zagrożenia, jednak ten kto ją ścigał także przyspieszył
i systematycznie zmniejszał dystans.
Dziewczyna się w końcu zadyszała. Biegła już tak długo.
Bolały ją nogi i ręce.
No właśnie ręce. Karina stwierdziła, że to troszeczkę
dziwne, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać bo skupiła całą swoją uwagę
by wydobyć ostatnie siły i biec, biec... Goniący ją opętany nie wyglądał na
zmęczonego, ani nawet trochę zasapanego.
Karina obejrzała się w pewnym momencie za siebie. Był to
ogromny błąd. Gonił ją tygrysołak w swojej zwierzęcej postaci. Ogromny zwierz
dawał ogromne susy, bez trudu omijając przeszkody napotkane na swojej drodze.
Dziewczyna musiała mu uciec. Wiedziała, że jeśli jej się
to nie uda to zostanie przez niego pożarta. Nogi oraz ręce bolały ją coraz
bardziej. Miała wrażenie, iż jej własne kości rozsadzają jej kończyny od
środka, a mięśnie tylko chcą napęcznieć by wydostać się na zewnątrz. Dodatkowo
jej wzrok się zamglił, a potem z powrotem wyostrzył. Przez to prawie wpadła na
sosnę. Ale na tym nie poprzestało, poczuła dziwny zapach, nigdy dotąd takiego
nie spotkała, był tak intensywny i duszący, że miała ochotę paść na ziemie i
się nie ruszać. Potem znowu wzrok jej się zamglił. Myślała, iż mdleje, ale prawie
natychmiast odzyskała ostrość widzenia. Spojrzała na swoje ręce, które teraz
naprawdę bolały ją jak diabli.
Z wrażenia omal się nie zatrzymała. Jej dłonie porastało
szorstkie złote futerko, które z każdą chwilą rosło i twardniało. Najgorsze były
jednak paznokcie. Głupią myślą Kariny było, iż gdyby zobaczyła je teraz Sawa to
na pewno dostałaby palpitacji. Długie i zakrzywione wyglądały jak pazury.
Po chwili poczuła, że już nie może ustać dalej na dwóch
nogach. Padła wykończona na ściółkę. Tygrysołak za nią wydał ryk tryumfu
doganiając swoją ofiarę.
Gdy Karinę dzieliło od nieuchronnej śmierci sto metrów
zebrała się w sobie i zerwała do biegu resztkami sił, o których istnieniu nie
miała pojęcia.
Tylko, że teraz bieg zdawał się łatwiejszy. Co jeszcze
bardziej niepokojące biegła na czworakach, a może raczej trafniej byłoby
powiedzieć na czterech łapach.
Po pierwsze chciałabym przeprosić kochaną Margaret. Wiem,
że obiecałam Ci, że pojawi się Dymitr w tej części, ale niestety będziesz
musiała poczekać na następny podrozdział bo ten się trochę niestety rozciągnął.
Bardzo cię przepraszam i postaram się poprawić. ;)
A tak w ogóle to mam nadzieję, ze wszystkim którzy to
czytają ta część się podobała. Proszę jeżeli to przeczytaliście to napiszcie komentarz,
ponieważ nawet jedno zdanie daje mi ogromną motywację do dalszego pisania.
Z góry Bardzo dziękuję,
L.d.A
Pierwsza ! :3
OdpowiedzUsuńMoże ona zamieni się w kotka ? xD
Genialne!
OdpowiedzUsuńCzekam na NN!
Julie
W kota raczej nie ale w coś napewno. ;-)
OdpowiedzUsuńŁe :P
UsuńWilk, eee..... Tygrys ? No nie wiem :c
No dobra wybaczam ci.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę nie byłam nawet odrobinę zła, a już na pewno nie jak przeczytałam ten podrozdział. jest super! Pisz dalej a mną się nie przejmuj. No chyba kiedyś, w końcu się na niego doczekam...
Postaram się dodać już w niedzielę. :-D Super, że Ci się podoba.
UsuńRozdział świetny! W co ona się zmieniła? Muszę czytać dalej xD
OdpowiedzUsuńmadziula0909
Witaj, jestem tutaj ponownie. Wybacz, że uznałam Dorydę za anioła, ale tak mi się po prostu skojarzyło. Teraz już będę wiedzieć, co to, kto to :)
OdpowiedzUsuńAkcja poszukiwawcza zapowiada się bardzo ciekawie już na wstępie :) Ale i tak najbardziej zaintrygował mnie ów tygrysołak xD
Widzę, że dziewczyna ma nowe zdolności, które ciekawie wyglądają już na wstępie. Mam nadzieję, że ona ujdzie z życiem, tak samo jak paczka poszukiwaczy :D
Pozdrawiam gorąco :)
Niesamowite! W kogo przemieniła się Karina? A raczej w co?! :)
OdpowiedzUsuń