Cornelia
nadal siedziała spokojnie na ziemi. Wiedziała, że bez pomocy przegrają.
Dzięki powiązaniu z duchami umiała wskrzesić szkielety znajdujących się
w ziemi pod placem zwierząt, ale w starciu z mieczami tych osiłków nie
miały szans.
Dlatego skorzystała z jeszcze jednej umiejętności.
Umiała także widzieć, czuć i słyszeć jak duchy. teraz przeszukiwała
powierzchownie myśli uczniów znajdujących się w około. Jak duch
prześlizgiwała się z jednego umysłu do drugiego, jednocześnie kołysząc
się w przód i w tył... przód, tył, przód... znowu tył i kolejny raz w
przód...
Jednak nie wyczuła żadnych chęci pomocy im. Wszyscy za bardzo bali się bliźniaczek Morellet i ich bandy.
Nagle,
jednak natrafiła na jedną myśl... dotycząca jej samej. Wyrażała
oczywistą niechęć do Cornelii. Jej nadawca uważał ją za głupią oraz
bezmyślną czarownicę która nic nie umie. W rzeczywistości, ku jej
ogromnemu zdziwieniu, odkryła w tej myśli cząstkę zazdrości nadawcy o
jej przyjaciół i znajomych. Ten umysł był samotny, ale uważał się za
chodzący ideał. Jaki człowiek może tak o sobie myśleć? - zapytała sama
siebie, otwierając oczy ustaliła miejsce gdzie stoi tamta osoba i
spojrzała w tamtym kierunku.
Z szokiem stwierdziła, że napotkała
utkwiony w niej wzrok Hadena. Co jeszcze dziwniejsze chłopak odepchnął
się od drzewa i ruszył w jej stronę, by najpewniej pomóc Sawie, Karinie i
jej. Jedyną myślą Cornelii było:
Dlaczego akurat ten dupek?
Patrzyła się na niego lekko zmrużonymi oczkami, ciągle głaskając szkieletowego kotka. Musiał odwrócić głowę bo miał wrażenie, że jej wzrok przeszywa do na wylot, poznając każdy zakamarek jego umysłu. Nie wiedział jak niewiele się myli. Jeżeli ktoś poznałby jego tajemnice to... to... no... w każdym razie bardzo źle byłoby dla Hadena. Otrząsnął się z tych rozmyślań nie zwalniając kroku.
Kiedy
doszedł do walczącej grupki, unikając po drodze chmary szkieletowych
jaszczurek, które próbowały go zatrzymać, wyrażając najpewniej
niezadowolenie swojej pani. najprawdopodobniej ta początkująca
czarownica nie była za bardzo zadowolona z pomocy akurat Hadena. No, ale
nie miała wyboru, nikt inny się do tego nie kwapił, a brat Fausta
stwierdził, że pomoże im czy ona tego chce czy nie.
Kiedy
podszedł do "goryli" otaczających kręgiem ochronnym Aline i Alice miny
bliźniaczek trochę zrzedły. Haden włożył ręce w kieszenie od wojskowych
spodni i swobodnie zapytał:
- Ludzie, tu jest cywilizacja czy jednak jeszcze biegamy nago po lasach z dzidami, wrzeszcząc i polując na mamuty?
Ochroniarze Morellet zrobili głupie miny. Tak jak Haden wcześniej się domyślił, nie grzeszyli rozumem.
- No.. cywilizację... - odpowiedział niepewnie jeden z nich, nie wiedząc do czego on zdąża.
- Oczywiście! - potwierdził brat Fausta. - Więc?... Nie wstyd wam? Czternastu przeciwko trzem?
Pomiędzy chłopakami natychmiast stanęła Aline, celując oskarżycielsko palcem w pierś Hadena.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, odizolowany, durny chłopczyku-czarownico! - wysyczała akcentując wyraźnie każde słowo.
Mięśnie
Hadena niebezpiecznie się napięły. Jeśli pomyślałby za chwilę, że się
jedna wycofa to w tej chwili na stałe porzucił ten zamiar. Naprawdę się
wkurzył. Taka osoba jak Aline nie miała prawa go oceniać! Przecież ona
kompletnie nic o nim nie wie.
Karina zdusiła zszokowany chichot. Ale mu nagadała! Haden zrobił się cały czerwony ze złości. Wyglądał jak czerwony, dojrzały pomidorek, a jednocześnie groźny pomidorek.
Natomiast
w ręce Hadena błyskawicznie pojawił się krotki sztylet o trójkątnym
ostrzu. Chłopak uderzył swoim łokciem Aline, przykładając jej ów sztylet
do gardła.
- Może też mam go nie wyjmować? - zagroził przerażonej Alice, trzymając jej siostrę w żelaznym uścisku.
Niestety
w tym momencie, jeden wyrostek z bandy bliźniaczek, postanowił uratować
swoją przywódczynię. Haden otrzymał od niego silny cios prosto w twarz.
Coś chrupnęło i chłopak został zmuszony puścić dziewczynę by rozmasować
sobie szczękę. Spojrzał w stronę, z której nadszedł cios, nie wiedząc
jeszcze kto mu go sprezentował. Napotkał wpatrzone w niego oczy bez
wyrazu należące do jednego z osiłków, który mocno zaciskał pięści.
Karina
znowu zachichotała, kiedy Haden zdjął koszulę jak jakiś bohater dennych
romansów, szykując się do bójki. Ponieważ w tym momencie ciche
westchnienie wydobyło się z ust Cornelii, ciągle siedzącej obok niej na
ziemi. Karina kopnęła lekko przyjaciółkę w kostkę i uśmiechnęła się
porozumiewawczo.
- O nie, Karna! - oburzyła się Cornelia. - Ty sobie nawet nic nie wyobrażaj! Ja go wcale NIE lubię!
- Czemu? Przecież go wcale nie znasz...
- No... Ale on jest taki... taki...
- Przystojny? - podsunęła Karina unosząc znacząco brwi.
- Nie mam na myśli... O to jest dobre słowo: narcystyczny. - wyrzuciła z siebie w końcu Cornelia.
-
I co z tego? - zapytała ją przyjaciółka nie widząc w czym problem, a po
chwili dodała: A tak w ogóle, to co to znaczy narcystyczny?
Czarownica uderzyła się otwartą dłonią w czoło, głośno wzdychając.
- To znaczy tyle co mniej więcej wpatrzony w siebie. Więc jest na pewno okropny.
- Skąd! Na pewno nie jest taki straszny - klatę ma nawet niezłą..
Tym
razem Cornelia stała się małym pomidorkiem, ale ze względy na ogromne
rumieńce, które w tej chwili pojawiły się jej na policzkach.
- Czy to jest w facecie najważniejsze? - spytała.
- Nie, ale warto zwrócić na to uwagę.
Dobrze, ze Haden pomimo swoich dzisiejszych naduszu, nie słyszał ich rozmowy. Był zajęty bardziej bolesną i ważną sprawą. Zdjął koszulę, bo strasznie krępowała by mu ruchy, a na dodatek mogłaby poplamić się krwią, a wiedział jak trudno potem doczyścić zaschniętą substancję z ubrań.
- Powiedz mi co mam robić. - usłyszał między ciosami pytanie niebieskowłosej przyjaciółki jego brata.
- Usiądź gdzieś i nie przeszkadzaj mi. - odpowiedział.
W
odpowiedzi chlusnęła go wodą w twarz, a potem odwróciła się do niego
plecami. Haden na chwile stracił orientację i przez to otrzymał mocny
cios w brzuch. Walczył sam przeciwko czterem, ale nie był to dla niego
problem. Po kilku minutach, cały poobijany ale tryumfujący stanął nad
pokonanymi przeciwnikami.
Banda
bliźniaczek wraz z nimi samymi wycofywała się powoli w stronę tłumu.
Aline i Alice pomogły wstać chłopakom, przy okazji sycząc do uszu tym
nieszczęśnikom, którzy ciągle się potykali, jakieś przekleństwa.
Obrócił
się w stronę dziewczyn, które uratował, spodziewając się jakiegoś
"Dzięki, stary, że nam pomogłeś!", a tu nic. Niebieskowłosa chyba się na
niego obraziła bo wcale się nie odwróciła, a ta blondynka gdy na nią
spojrzał zgrzytnęła tylko zębami. Faust i białowłosa nie mogli mu
odpowiedzieć, bo ciągle byli nieprzytomni, a gdy spojrzał na czarownicę i
posłał jej uśmiech, taki zwyczajny, nieszkodliwy, ta tylko przewróciła
zniecierpliwiona oczami i zabrała się do podnoszenia nieprzytomnych
przyjaciół z ziemi.
Dwie godziny później.
- Ale obciach! No normalnie koszmar! - wydyszał Faust w poduszkę Angeli. - Żeby musiał mnie ratować mój własny brat!
Dziewczyna zabrała mu swoją poduszkę w obawie, że chłopak ja poślini i powiedziała:
- Mnie zastanawia jedno. Dlaczego zemdlałam?
- Może źle reagujesz na światło? - odpowiedziała z drugiego pokoju Sawa, jednocześnie kłócąc sie z Kariną.
Syrena
trochę zmodyfikowała porannego misia z wanny i teraz był metrową
świnką, składającą się z wody - awatarem. Postanowiła zatrzymała ją jako
zwierzątko domowe po tym jak Cornelia przygarnęła tego szkieletowego
kota i nazwała go Chrzęściastek. Sawa mówiła już na niego złośliwie
anorektyk, ale ona zatrzymała świnkę.
- Ona mi skacze po łóżku! - wrzasnęła Karina. - Zrób coś z TYM!
- Karna, nie przesadzasz czasem?
Dziewczyna popatrzyła na swoje łóżko. Gdzie nadepnęła wodna świnka tam zostawała mokra plama.
- Nie. - odpowiedziała stanowczo.
Syrena
westchnęła, jednak przyznała jej rację, że trzeba to dopracować, bo jej
pupilek nie może zostawiać po sobie wszędzie wody. Dziewczyny razem
wróciły do pozostałych.
- Ale cały czas chodzę po słońcu i nic mi nie jest. - kontynuowała Angela.
-
Ale to jest sztuczne światło, nie takie jak na powierzchni. Opowiadała
mi o tym kiedyś Koral. - stwierdził Faust. - A, właśnie gdzie ona jest?
- Może gdzieś wyszła. - podsunęła Sawa. - Lepiej powiedzcie mi w co mam się ubrać.
- A gdzie się wybierasz? - dopytywała Angela.
- Do kina z Markiem.
- A ty przypadkiem nie chodzisz z Darenem? - Faust się trochę pogubił.
- No coś ty! - oburzyła się Karina, obeznana w temacie. - Zerwała z nim całe dwa dni temu!
Haden przechadzał się po Mercado. Nagle zauważył tą początkującą czarownicę, idącą lekko w jego stronę ze szkieletem kota na ramieniu. Jak ona wypatrzyła go wśród tego tłumu?
- Naucz mnie walczyć. - zażądała jak tylko podeszła do niego.
Haden osłupiał.
- Czy nie ciebie zwą Mistrzem Sztyletów? - kontynuowała. - Naucz mnie walczyć! - powtórzyła z naciskiem.
To nie była prośba, a raczej to był rozkaz. Nie spodobało się to chłopakowi.
- Nic z tego. - odpowiedział.
- Hmm... A jak tam twoja nielegalna pracownia na poddaszu? - uśmiechnęła się chytrze. - Nauczyciele o niej wiedzą?
Haden cały zesztywniał, ona go szantażowała.
- Skąd o niej wiesz?
- Moim żywiołem jest świat duchowy. - wytłumaczyła cierpliwie.
To
wszystko wyjaśniało. Sam jej to powiedział w trakcie ataku szkieletów.
Wiedziała też, że nie wypił Veneno, co było niezgodne z przepisami.
- Umiesz czytać w myślach. - chciał się upewnić.
- Można tak powiedzieć. - odparła. - To jak będziesz mnie uczył?
Zgodził się. Bo co innego miał zrobić?
W następnym rozdziale:
Opętani, opętani, a tu ich jeszcze nie było... Ale się pojawią i nieźle namieszają. Kto to Dymitr? Będzie to szczególny czas dla Angeli i Kariny. Ale najpierw Cornelia pozna bliżej Hadena. ;P
Ale ekstra! Już nie mogę się doczekać co będzie dalej! Cudny rozdział i genialne nazwy np. zwierzątek. Skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły?
OdpowiedzUsuńZe szkoły. XD
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cornelię i Sawę ! <3
OdpowiedzUsuńRozdział jest mega *__*
Cieszę się, że Ci się podoba.
UsuńFajnie! Ekstra! No i nie wiem co jeszcze dalej...
OdpowiedzUsuńPisz, pisz, pisz;p
Czekam;D
Ty też pisz. ;P
UsuńSuper! Rozdział bardzo mi się podobał! Haden został zwycięzcą bójki! :D Szczerze, to wątpiłam w jego. On był tylko jeden, a ich czterech. To nie fair! Mieli przewagę liczebną! Ugh! :| No cóż. Liczy się to, że Haden wygrał. Mam rozumieć, że Cornelia zaczyna coś czuć do chłopaka-czarownicy? xD Lecę czytać dalej ^.^
Usuńmadziula0909
No, no. Dlaczego, wyobraziłam sobie Hadena, jako chudzielca, a zaraz po tym jak zdjął koszulkę, to już był mięśniakiem? :D Nie wiem, tak jakoś mi się to wzięło. Coraz bardziej mi się podoba, choć i tak troszkę nie mogę połapać się w dziewczynach x.x Chłopaków zawsze szybciej zapamiętuje :c ._. Wybacz mi.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa jak potoczy się trening z Hadenem, no i czy może coś będzie między nim i tą początkującą czarownicą.
Na dzisiaj niestety muszę zakończyć czytanie. Wrócę tu jutro :*
Pozdrawiam gorąco :)
Dziękuję bardzo.
Usuńczuję że między tym dwojgiem może być całkiem ciekawie.. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam jak opisujesz każde zdarzenie krok po kroku. :)