poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział II część 3

Hej! Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam problemy z Internetem. Dzisiaj napiszę tyle ile mi się uda.


No to po niej pomyślał Haden, patrząc na Aline przymierzająca się do ciosu. Kiedy zaczęła opuszczać miecz odwrócił głowę by nie patrzeć na śmierć tej nieprzytomnej dziewczyny.
Dla niego było to zwykle tchórzostwo - dobijać przeciwnika i tak niezdolnego do walki. Gdyby tu był Szlak, przerwałby to natychmiast, ale go nie ma więc nic nie zrobi. Dziewczyna umrze.
To podłe. Co jak co, ale tego w Patrii nie rozumiał. Pod tym względem społeczeństwo idealnego miasta, pełnego nowoczesnych technologii było jak to z początku średniowiecza, a nie XXI wieku. Pojedynki były tu na porządku dziennym. Istniała nawet specjalna arena. Rada nic nie robiła gdy wybijały się nawzajem całe rody, a jedną marną uczennicą na pewno nie będą się przejmować, zwłaszcza, że zginęła z ręki Aline Morellet, córki sławnego wicedyrektora. To przecież nie byle jaka śmierć to zaszczyt - honor! Haden prychnął. Wolałby już żyć jako czarownica niż zginąć zabity przez jakąś smarkulę, która twierdzi, iż pozjadała wszystkie rozumy...
- ZOSTAW JĄ!!! - krzyknął ktoś z tłumu.
Haden obrócił zdumiony głowę w tamtym kierunku i zobaczył swojego brata nacierającego z młotem w ręce na Aline, by uratować swoja przyjaciółkę. Tak w sumie to skąd on wziął ten młot?
Co za głupek! Jego też zabije, nie ma co. Haden próbował przypomnieć sobie jaki jest żywioł Fausta... ale jakoś tak mu to nie przychodziło do głowy... W każdym razie wiedział, że żołnierz z niego strasznie kiepski. Nie dawał mu więcej niż minutę.
I faktycznie. Kiedy tylko Aline zauważyła Fausta, atakującego ją, uderzyła go w płazem miecza w potylicę. Chłopak zatoczył się do tyłu, opadając obok nieprzytomnej dziewczyny i wypuszczając młot z rak, który potem upadł z hukiem zaledwie centymetr od jego głowy.
 No i masz! Kolejny nieprzytomny! Haden zastanawiał się co czułby gdyby jego bratu coś się stało. Doszedł do wniosku, że na pewno czułby się przez kilka dni dość niekomfortowo przez wypowiedzi w stylu: "Przykro mi w związku z twoim bratem." albo "Jeżeli potrzebujesz pocieszenia to zawsze możesz na mnie liczyć.". Koszmar! Ale w sumie czy ktoś w ogóle wie, że są rodzeństwem? Chyba nikt, oprócz jego słabych koleżanek...Aline może by im odpuściła. Jednak kiedy jej sie publicznie postawili, na pewno tego nie zrobi.
- Nie słyszałaś co powiedział? - syknęła nagle niebieskowłosa podnosząc się z ziemi.
A wiec nadal nie chcą odpuścić? Nie lepiej byłoby uklęknąć na kolana i błagać o łaskę? Miałyby wtedy o wiele większe szanse niż teraz.
Lecz ku zdziwieniu Hadena, do niebieskowlosej podeszła ta blondynka, pomagając jej wstać. Popatrzyła groźnie na bliźniaczki Morellet.
- No dalej! Jeszcze tu jesteście? - odparła hardo, ciut łamliwym głosem. - Może w walce a miecze jesteście dobre, ale są jeszcze żywioły.
Zwariowała? Czyli jeszcze je prowokowała. Nie wystarczy jej?
Alice podeszła do siostry.
- Uważacie się za takie zdolne! - wycedziła wkurzona. - No to patrzcie!
Uniosła obie ręce nad głowę i zaczęła coś mruczeć, a po chwili z ziemi wystrzeliły ogromne pnącza i unosiły się wokół jej ciała, wijąc się groźnie. Aline natomiast uformowała wielką kule światła w rękach i trzymała ją gotowa do rzutu.
To było to! Bliźniaczki były, trzeba to przyznać, świetna drużyną: światło i ziemia. Aline oślepiała przeciwnika, a Alice dobijała go oplatając pnączami, powalając na ziemię oraz dusząc przez zaciskanie kłączy roślin na szyi przeciwnika. Były idealną parą wojowniczek. Bezlitosne i niepokonane.
Teraz głupie znajome Fausta na pewno uciekną z płaczem, wiedząc, iż nie pokonają bliźniaczek Morellet.
Jednak one się nie ruszyły z miejsca.

Sawa stanęła pewniej na nogach. Uśmiechnęła się drapieżnie i wtedy znikąd wystrzelił słup wody, który uformował się w wielkie, wirujące koło nad jej głowa. Karina natomiast odsunęła się od nieprzytomnych Angeli i Fausta. Nabrała głęboko powierza i napięła mięśnie ramion, powodując, że jej ręce całe pokryły się szkarłatnymi językami ognia.
- Jak widzisz jesteśmy takie zdolne. - stwierdziły zgodnie, zwracając się do bliźniaczek.
- Koral? - zapytała Sawa Cornelię. - Nie szkoda ci tych dwóch konkretnych mrówek, nie?

Woda i ogień. Haden musiał to przyznać, zaskoczyły go, a w sumie nie tylko jego.
Aline zdezorientowana nie wiedziała co zrobić. Kiedy już chciała strzelić oślepiającym światłem prosto w twarz blondynki, jej niebieskowłosa przyjaciółka oderwała od wodnego wiru duża kulę i cisnęła nią prosto w driadę. Ta straciła na chwilę koncentrację, by się uchylić więc jej wiązka światła uległa rozproszeniu. A i tak nie zdołała uniknąć ciosu więc była cała mokra.
Natomiast blondynka złożyła w ręce w taki sposób w jaki małe dzieci robią z nich pistoleciki  i udała że strzela w Alice. Natychmiast pnącza, otaczające ją całkowicie się spaliły tak, że była bezbronna, nie mając siły by skorzystać ze swojego żywiołu jeszcze raz.
Haden prawie otwarł usta ze zdziwienia. One pokonały siostry Morellet! Ale zaraz znów prychnął. Teraz to sobie narobiły niezłego bigosu. Przyjaciółki Fausta były tylko dwie, a Aline i Alice miały całą paczkę bezmózgich piękności do pomocy, które zdawały sobie akurat sprawę z tego, iż jeżeli ich liderki przegrają to one stracą swoja pozycje społeczną.
Tak jak, przewidział stanęły teraz obok bliźniaczek gotowe do walki w obronie swojego "honoru".
Z taka liczbą przeciwniczek nikt nie miały szans.
- Czy ja wam zawsze muszę pomagać? - z tłumu wyszła ta początkująca czarownica.
Haden zaśmiał się pod nosem. A ta po co tutaj się pcha? Przecież czarownice nie umieją walczyć. Oczywiście on jest wyjątkowy - umie, ale ona? Na pewno nie.
Jednak brunetka szła dalej, a kiedy dotarła do walczących, usiadła po turecku na ziemi i zastygła w bezruchu.
Wszyscy na placu się na nią gapili, a ona siedziała sobie spokojne z zamkniętymi oczami. Haden właśnie zastanawiał się co ta dziewczyna kombinuje, gdy coś uderzyło go od dołu w podeszwę buta. Zdumiony podniósł nogę i omal nie krzyknął. Na szczęście dziewczyny go uprzedziły wydzierając się piskliwie.
Z ziemi pod jego stopami wychodził mały szkielecik jakiegoś drobnego zwierzęcia, najprawdopodobniej myszy. Mało tego. Takie rzeczy działy się na całym placu. Dziewczyny wyglądały jakby tańczyły kankana, próbując uniknąć wskrzeszonych zwierząt polnych.
Chłopak spojrzał jeszcze raz na czarownicę. Głaskała kościotrupa kota, a inny. podobny do psa biegał wokół niej. Więc to jest jej żywioł pomyślał. Musiał przyznać, że go zaskoczyła.
Do podskakujących Aline i Alice podeszło szybko czterech tęgich chłopaków z ich paczki i zaczęło odganiać od nich zwierzątka.
Razem z nimi bliźniaczki miały dwunastu pomocników do walki, a przyjaciółek było tylko trzy. Nie miały szans w starciu, zwłaszcza, że goryle Morellet byli zaprawieni w boju. Było to strasznie okrutne. Czternastu przeciwko trzem!
Haden podjął decyzje dotyczącą przyjaciółek swojego brata.
Postanowił im pomóc.


Ojej. Strasznie dużo wyszło, a rozdział jeszcze nie skończony...
Dlatego postanawiam napisać jeszcze czwartą część by wszystko zmieścić.
Proszę o obiektywne komentarze. ;D

11 komentarzy:

  1. Podobają mi się te zwierzątka-szkielety :D
    Ogółem opis tej 'bitwy' był świetny !
    Nie mogę się doczekać kolejnej części :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję.
    A tak na marginesie, trochę zaspojleruję - zwierzątek szkieletów będzie więcej
    ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo świetne ;)
    Szczególnie szkieleciki ><
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Postaram się pospieszyć z następnym rozdziałem.
      ;D

      Usuń
  4. Hahaha! Świetne! Te szkielety wymiatały! Szczerze, to ja padłabym na zawał, gdybym takie coś zobaczyła! Z natury jestem bojaźliwa, co mi przeszkadza. Widok kościotrupa, który jest u mnie w szkole w sali od biologii mnie przeraża, a co dopiero zobaczenie takiego czegoś ruszającego się samemu! Nie dziwię się tym dziewczyną, że zaczęły piszczeć xD
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  5. Haden chyba nie doceniał ich wszystkich, a może siebie przeceniał? A może jednak naprawdę potrafi niesamowicie walczyć? Hm, bardzo ciekawa postać. Już mi się podoba ten chłopak. Co to Fausta, to się oblał błotem. Prawie zabił się własną bronią. Szczyt szczytów ;c
    Mam nadzieję, że chłopak z czerwonymi włosami pomoże im, wydostać się z tej sytuacji, liczę na niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faust jest moim zdaniem bardzo fajny, no a że nie umie walczyć to trudno, i tak wszystkie dziewczyny na niego lecą. XD Chcę go wystylizować na taką pocieszną, miłą postać.

      Usuń
  6. Opis bitwy jak najbardziej oddaje jej uczucia i rozmach ;)
    Żywioły - kolejny element który mi się bardzo podoba ;)
    Troszkę nie mogę się połapać z Aline i Alice ale myślę że w końcu załapię :P
    http://magiafuego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Witajcie wszyscy Kochani Nawiedzający. Miałabym małą prośbę: jeżeli czytacie, to napiszcie krótki komentarz; zostawcie mały ślad swojej bytności na moim blogu. Wszystkie komentarze dają mi ogromną motywację i zachętę do dalszego czytania. Za wszystkie także bardzo gorąco dziękuję.
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum.