czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział IV część 6

 No to zgodnie z obietnicą piszemy:

Otoczyło ich pięć postaci: dwie kobiety i troje mężczyzn. na pierwszy rzut oka było widać że są zmiennokształtnymi, a na pewno już należą do opętanych.
- Pięciu na pięciu. - odezwał się Faust. - Teraz Haden nie miałby na co narzekać.
- Przeciwnie. - zamyśliła się Sawa. - Przydałoby się wsparcie.
Wszyscy się co do tego zgodzili. Co prawda mieli Angelę, ale jeżeli się zacznie walka to ona nie umiała się jeszcze kontrolować więc może być problem gdy pojawi się krew. Z kolei Karina nadal nie umiała samodzielnie przybierać na powrót ludzkiej postaci po przemianie w wilka, a nie było z nimi Cornelli. Sawa była na krańcu wytrzymałości, bo strugi deszczu przyprawiały ja o nie znośnie bóle, gdyż cala jej syrenia natura wolała: Ja chcę popływać!, a nie mogła w żadnym razie zamienić nóg na ogon bo Faust jest taki chudy, że przecież jej nie uniesie. No właśnie, co do Fausta to bul chyba najsłabszym ogniwem. Nawet jeśli tak jak zazwyczaj nosił ze sobą gaz pieprzowy i teraz też go ma, to i tak na dużo się on nie zda, a w pobliżu nie było widać żadnego młota.
Najlepiej się czuła Doryda, która jednak z nimi poszła, stwierdziwszy, że bez niej nie dadzą sobie rady  i tak faktycznie było, no bo przecież każdy wie że harpie uosabiają burze, a jedna z nich na pewno teraz szalała nad ich głowami.
Jednak przeciwnicy wcale nie czekali aż przyjaciele podejmą decyzję. Pierwsza zaatakowała kobieta zmieniła się w ogromnego węża i rzuciła się na Fausta. Bezradny chłopak wyciągnął gaz pieprzowy, ale wąż była szybsza. Wyrzuciła mu z wielką precyzją oraz siłą buteleczkę z ręki, owijając się wokół jego kostek i przewracając go na ziemię. W ostatniej chwili, gdy spłaty węża zaczęły już dusić chłopaka, Angela podbiegła do niego, siłą odciągając wielkiego gada od przyjaciela.
- Dziękuję. - wychrypiał Faust z trudem łapiąc powietrze.
Nie było jednak czasu na dłuższe słowa podziękowania. Teraz walki zaczęły się już naprawdę. Opętani atakowali piątkę przyjaciół z uporem. Doryda wytworzyła przed nimi wir, który wysysał tlen z powietrza. Nie wiele jednak to dawało - ich przeciwnicy, pomimo trudu z zaczerpnięciem powietrza, systematycznie zmniejszali odstęp, który dzielił ich od piątki przyjaciół, tłoczących się po drugiej stronie wiru.
Oprócz tego warto dodać, iż z wszystkich opętanych tylko ta drugą kobieta została w swojej ludzkiej postaci, a reszta przemieniła się w zwierzęta, dodając do węża słonia, niedźwiedzia i lamparta.
 Doryda ze wszystkich sił próbowała utrzymać barierę z wiatru, ale coraz bardziej słabła ze zmęczenia. Reszta przygotowywała się do walki. Sawa odrzuciła swoją parasolkę, wystawiając się jeszcze bardziej na deszcz i obiema rękami zaczęła formować znaki kumulujące wodę. Nie wychodziło jej to za dobrze, ale starała się pomóc swoim przyjaciołom w miarę jej chwilowych możliwości. Angela natomiast zdjęła z pleców kołczan i sprawdziła ile dokładnie ma strzał. Okazało się, że trzynaście - jej ulubiona liczba. Zarzuciła kołczan z powrotem na plecy i sięgnęła po łuk. Napięła go nakładając nań jedną z trzynastu strzał. Gotowa do strzału czekała aż bariera Dorydy puści. Faust schował latarkę do kieszeni spodni. W jego przypadku gotowość na walkę można było raczej uznać w psychicznym tego słowa sensie bo fizycznie chłopak nie miał żadnej broni, a w przeciwieństwie do Kariny także nadzwyczajnej siły, wynikającej z gatunku. Kraina zdawała sobie sprawę, że dorównuje każdemu z tych zmiennokształtnych potężnych mocą, dlatego zacisnęła pięści.
W tej chwili bariera puściła.
Zaatakowali wszyscy naraz. Karina zajęła kobietą w ludzkiej postaci i tym wężem. Angela lampartem. Sawie przypadł niedźwiedź, a nieszczęsnemu Faustowi słoń. Bezsilny chłopak próbował jakoś z nim walczyć, bo może się wydawać, ze słoń to takie łagodne zwierze, ale jeśli to jest opętany słoń z żądzą mordu w oczach i na dodatek chce cię zdeptać to nie wydaje się już taki miły.
Doryda natomiast latała nad polem walki kontrolując burzę na niekorzyść opętanych. Jednak swoim deszczem chcąc nie chcąc sprawiała ogromne trudności Karinie w takiej ulewie, bo ta nie mogła rozpalić w takich warunkach swojego ognia. Sytuacja była straszna. Kobieta, jej przeciwniczka, na domiar złego okazała się posiadać takie same jak Adam zdolności telepatii. Tak więc Karina była bez przerwy atakowane przez różne rzeczy takie jak korzenie, noże, szyby i wiele innych bardziej dziwnych. jedynie dzięki swojemu zmysłowi wilkołaka, który pozwalał jej na szybkie unikanie ciosu wciąż trzymała się na nogach.
Sawa podjęła szybką decyzję. Wiedziała, że jeżeli to zrobi to najpewniej nie zdoła powrócić w pełni do ludzkiej postaci, nie wcześniej niż za dwadzieścia godzin. Mimo to uważała, że sytuacja tego wymaga i nie ma innego wyjścia. Zdjęła wszystkie bariery i w jednej chwili poczuła jak sztywnieją jej nogi, łącząc się ze sobą w jedną całość oraz jak w miejscu stop wyrasta koniec ogromnej błękitnej płetwy ogonowej.
Teraz była w swojej prawdziwej, syreniej postaci. Nie marnując czasu zaczęła śpiewać. Melodia przywodziła na myśl kwieciste łąki podwodnych oceanów i była tak urzekająca, ze nikt do kogo była ona kierowania nie mógł jej się oprzeć.
W tym przypadku była kierowana do niedźwiedzia. Zasłuchane zwierzę podchodziło coraz bliżej do syreny, aż w końcu zbliżyło swój pysk tak bardzo blisko do twarzy Sawy, ze omal jej nie dotykało. Wtedy syrena bez skrupułów jednym gwałtownym ruchem ręki wyrwała mu serce.
Niestety, to był błąd.
Gdy tylko niedźwiedź padł martwy, Angela poczuła krew. nadal nie umiała się opanować, a nie pila jeszcze krwi obiecanej jej przez Adama. Karina miała tylko jedno wyjście - musiała ja powstrzymać zanim zrobi krzywdę komuś z jej przyjaciół. Bez zastanowienia porzuciła swoją ludzka postać i zamieniła się w złotego wilka, zagradzając drogę Angeli.
Sawa miała do pokonania dwóch kolejnych przeciwników, którzy przedtem walczyli z Kariną.
Nagle wydarzyła się rzecz przedziwna. Na polu walki pojawiła się malutka dziewczynka ze śnieżnobiałymi warkoczykami, intensywnie czerwonymi oczami oraz trójkątnymi, ostrymi ząbkami. Stanęła i patrzyła na walczących.
Podleciała do niej Doryda i spytała się ożywając swojego daru modulacji głosu na mniej oziębły jak ma na imię.
Dziewczynka tylko na nią spojrzała, a potem wyciągnęła zza swojej spódniczki pistolet. Wycelowała w słonia. Rozległ się strzał. Zwierze dostało kulę prosto między oczy.
W tym samym czasie Faust się potknął, upadając na ziemię, a martwe, sześciotonowe cielsko spadło wprost na niego, miażdżąc mu kości.
- Belén Sangre. - odparła smutno mała.
W tym momencie Angelę Sangre opuściła już kompletnie żądzą krwi i dziewczyna zemdlała po prostu z szoku.

I znowu się przeciągnęło... Mam nadzieję, że warto było tyle czekać i następny rozdział dodam o wiele szybciej bo nie mam już tle do roboty. ;D
Dziękuję z góry za wszystkie komentarze.

14 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Jej!
    Cudownie opisana walka!
    Czytam, czytam, czytam w kółko XD
    Kiedy next? :P
    Czekam ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Było parę błędów ortograficznych, ale nie przejmuj się - była tak świetna i wciągająca akcja, że ledwo je zauważyłam ! :)
    Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też rażą. ;P
      Muszę znaleźć trochę czasu aby je poprawić...

      Usuń
    2. Przecież każdemu to się zdarza ;)
      A jak brakuje czasu, to gdy go masz, zajmuj się pisaniem, bo niedługo skończę V część Darów, a na blogach które obserwuje… pustka ;_;

      Usuń
    3. Dobrze, dobrze. ;P
      Aa jak nie masz co czytać to polecam Klątwę Tygrysa. XD

      Usuń
  3. XD
    Czekam na dalsze :p
    Wiem że dopiero teraz ale jakoś tak nie miałam czasu><
    Czy oni się w każdym rozdziale z kimś będą nawalać?XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to w każdym? W drugim raczej nie :)

      Usuń
    2. Hmm...
      W końcu to fantasy heroic, ale powiem, że w piątym nie będzie walki, a w szóstym Anela możne ewentualnie przywalić Dymitrowi jak chcecie. XD

      Usuń
  4. Świetna walka!
    I jak zwykle genialne zakończenie! Ledwo skończyłam czytać, a już nie mogę się doczekać dalszych części!
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile się działo! Wow! Tyle emocji! xD Nie było tylko nic o Cornelii i Hadenie :/ Cóż. Może w następnym rozdziale :D Notka była wspaniała! ^.^
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne jak zawsze! ;) Tyle się działo, że nie sposób się od tego oderwać :)

    OdpowiedzUsuń

Witajcie wszyscy Kochani Nawiedzający. Miałabym małą prośbę: jeżeli czytacie, to napiszcie krótki komentarz; zostawcie mały ślad swojej bytności na moim blogu. Wszystkie komentarze dają mi ogromną motywację i zachętę do dalszego czytania. Za wszystkie także bardzo gorąco dziękuję.
Pozdrowionka
Leonessa de Argentum.